Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk. Pokaż wszystkie posty

26 listopada 2022

Walka z inflacją na CieMnO VIII

Tegoroczna edycja CieMnO organizowana przez Morenka Team była już ósmą. Do tej pory ich terminy przeważnie kolidowały z innymi moimi zobowiązaniami. Brałem udział tylko w edycjach czwartej (interesująca trasa przygodowo-zadaniowa w Gdańsku-Oliwie) i szóstej (też ciekawa, ale bardzo łatwa trasa TU). Po innych tylko z ciekawością przyglądałem się udostępnianym przez organizatorów mapom.

Tegoroczne CieMnO było jedną z tych InO z początku roku, które dotknęła związana z zimowymi wichurami plaga przekładania terminów - pierwotnie miało odbyć się w lutym, a obecna data została ogłoszona dopiero na początku listopada. Tym razem ambitniej z Darkiem zapisaliśmy się na TZ - bo i jak inaczej po tak udanym roku, zwłaszcza że dla nas obu to była ostatnia szansa na zdobycie dodatkowych punktów do Pucharu KInO. Co prawda miałem trochę obaw, bo trasy budowane przez Marcina Sontowskiego kojarzyłem jako raczej trudne (zwłaszcza tezetkę z Otomina z wspomnianej szóstej edycji CieMnO), ale uznałem, że zawsze warto spróbować.

Impreza CieMnO VIII
Organizator Morenka Team
Data 25.11.2022
Miejsce Gdańsk Morena
Trasa TZ
Budowniczy Marcin Sontowski
Minuta startowa 19.54
Pogoda Dosyć ładnie, choć trochę chłodno - kilka stopni powyżej zera. Miejscami jeszcze trochę leżącego śniegu.

30 października 2022

Ścieżki Niedźwiednika - Chaszcze na Leśnej Górze

To właśnie od Chaszczy w 2014 roku zaczynałem swoją przygodę z InO, o czym zresztą niedawno wspominałem na fanpage'u. Określiłem to wtedy nawet swego rodzaju "powrotem do korzeni". Co prawda tamte moje pierwsze Chaszcze były w Wejherowie, a nie w Gdańsku, i do tego wziąłem wtedy udział w TP, a nie TU, ale to wszystko drobne szczegóły.

Nie można też powiedzieć, że miejsce tegorocznego marszu było mi nieznane, choć nadużyciem byłoby też stwierdzenie, że znam je dobrze. Ot, po prostu byłem w okolicy na dwóch marszach. W 2015r. na trasie TU na Śnieżynce zająłem trzecie miejsce, chociaż wtedy trasa obejmowała prawie cały las od Oliwy do Niedźwiednika, okolice tego ostatniego zahaczając tylko w południowej części mapy. Natomiast zeszłoroczne Pagórki, pełne przygód, poszły nieco słabiej (byliśmy z Agnieszką przedostatni z klasyfikowanych drużyn). Była to jednak trasa wieczorna w trudnych warunkach atmosferycznych i choć kojarzyłem niektóre charakterystyczne elementy rzeźby i dolinki rzeczne, to nie mogę powiedzieć, że dokładnie ten teren pamiętam.

Wybór trasy nie był trudny. Z braku tezetki, a także z powodu faktu, że Jeżyk ma w soboty dodatkowe zajęcia, trasy poniżej TU nie wchodziły w grę. Osobną kwestią był start w zespole - początkowo miałem iść z Darkiem, ale podobnie jak Wojtek miał ważniejsze sprawy. Zamierzałem więc pójść sam, ale w tygodniu przed imprezą dogadałem się na wspólny start z Mikołajem. Do tej pory startując razem trafialiśmy na podium (dawno temu na Krzaczorze i w zeszłym roku na Kompasie), więc tym razem liczyliśmy na zwycięstwo. Mikołaj dopełniłby wtedy komplet czterech zwycięstw w TU w tym roku, a ja poprawiłbym sobie trochę punktację w Pucharze KInO (przed marszem byłem ósmy).


Impreza Chaszcze 2022
Organizator NKIH Leśna Szkółka
Data 22.10.2022
Miejsce Gdańsk Niedźwiednik (Leśna Góra)
Trasa TU
Budowniczy Jakub Miler, Weronika Chaniewska, Zuzanna Chaniewska, Natalia Machulska
Minuta startowa 9.42
Pogoda Jak na końcówkę października dosyć ciepło, choć pochmurno. Kiedy dojeżdżaliśmy, padał lekki deszczyk.

20 października 2022

Wyrypa - Szlak Trójmiejski z Bąbelkami (1): Wrzeszcz - Gołębiewo

W czerwcu wziąłem udział w organizowanym przez Pawła Ćwidaka InO Pagórki. Pisałem o tym na początku lata i wspominałem pod koniec tamtej relacji, że zaskoczyły mnie oznaczenia żółtego szlaku Trójmiejskiego w nowym dla mnie terenie. Okazało się wtedy, że pamięć spłatała mi figla i rzeczony żółty szlak przechodziłem na raty, we fragmentach i jak się okazało, na niektóre odcinki nie dotarłem. Stało się to impulsem do nadrobienia tej zaległości, a najlepszą do tego okazją okazał się doroczny październikowy rajd Wyrypa, organizowany przez KTP Bąbelki.

Nie do końca jednak sprzyjało mi szczęście. Nie spakowałem wszystkiego, co chciałem, ale w sumie to w niczym nie zaszkodziło: tempo było takie, że na korzystanie z lornetki i tak nie było czasu, a bez noża do kiełbasek jakoś sobie na ognisku poradziłem. Już idąc na pociąg czułem za to, że będę żałował decyzji o założeniu butów trekkingowych zamiast lżejszych i wygodniejszych, ale powoli rozklejających się adidasów. Na koniec okazało się, że SKM, której odjazd zakodowałem sobie na 5.26, w rzeczywistości zgodnie z rozkładem odjechała o 5.21, niecałą minutę przed moim dotarciem na peron.

Oznaczało to, że nie dotrę do Gdańska przed startem marszu (czyli 7.00) i musiałem rozważyć, co dalej. Po namyśle zrezygnowałem z opcji startu z Gdyni - był później i miałem do niego dużo czasu, ale niestety również później się kończył. Pozostało tylko wyliczyć z grubsza miejsce, gdzie najwygodniej i najłatwiej dogonić Wyrypę. Ostatecznie pojechałem autobusem z Wrzeszcza na ulicę Sobieskiego (do Królewskiej Doliny), wychodząc ekipie trochę naprzeciw w okolicy zbiornika wody Stary Sobieski i szpitala Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak już mówiłem, dalej poszło już bardzo szybko...


31 lipca 2022

Przez dziki Gdańsk - Do Źródełka


Impreza X InO Do Źródełka
Organizator Karol Wroński
Data 23.07.2022
Miejsce Gdańsk (Orunia - Stogi)
Trasa Łatwa
Budowniczy Karol Wroński
Minuta startowa 9.37
Pogoda Z początku słonecznie i ciepło, niemal upalnie. Potem chłodniej, chmurniej i z chwilowymi opadami.

Nad startem w tegorocznej edycji Do Źródełka nie zastanawiałem się długo. Wahałem się tylko, czy zabierać Wojtka ze sobą i na jaką trasę się wybrać. Karol Wroński do wyboru dał dwie trasy, choć różniące się tylko modyfikacjami mapy. Obie miały liczyć po szesnaście kilometrów w liniach prostych, czyli sporo powyżej dotychczasowego rekordu Wojtka. W zeszłym roku na sierpniowych Vestigiach na trasie familijnej przeszliśmy dobrych kilka kilometrów (pewnie ponad dziesięć - trudno stwierdzić, GPS nie zarejestrował prawidłowo całej trasy), a w kwietniu tego roku na Śnieżynce na trasie TP w teorii liczącej sześć kilometrów GPS zarejestrował ponad dwunastokilometrowy dystans. W obu przypadkach już od połowy marszu Wojtek wyraźnie zwalniał i widać było po nim zmęczenie, a w ruchu utrzymywały go tylko przerwy na małe posiłki, przekąski i napoje, istniało więc duże prawdopodobieństwo, że tym razem może nie dać rady przejść całej trasy. Mimo to zdecydowaliśmy się spróbować, wybierając mapę bez modyfikacji.

Wspomnę jeszcze, że u Karola już kiedyś startowałem - na Krzaczorze na Młynkach zajęliśmy razem z Mikołajem trzecie miejsce w krótszym rogainingu, a w drugiej edycji Do Źródełka w Gołębiewie wycofałem się po pierwszej z dwóch pętli z powodu awarii latarki (była to edycja wieczorna).


07 lipca 2022

Burza na Pagórkach


Impreza InO Pagórki 2022
Organizator Paweł Ćwidak
Data 30.07.2022
Miejsce Gdańsk Piecki-Migowo
Trasa TZ
Budowniczy Paweł Ćwidak
Minuta startowa 17:18
Pogoda Ciepło i duszno. Przejściowe opady w akompaniamencie bliższych i dalszych grzmotów.

Na fali ostatnich sukcesów w tezetkach nie zastanawiałem się długo nad udziałem w Pagórkach, tym bardziej że zeszłoroczna edycja podobała mi się mimo nienadzwyczajnego wyniku. Wahałem się bardziej nad wyborem trasy - Paweł podobnie jak w zeszłym roku stworzył dwie, czyli TU i TZ. Uznałem jednak, że warto zaryzykować tę trudniejszą. Miała być ona indywidualna, co z jednej strony trochę utrudniało sprawę, a z drugiej skutkowało lepszym wynikiem punktowym do Pucharu PPG KInO (na co zwracam w tym roku większą uwagę).

Trochę trudniejszą sprawą był termin wyznaczony na wczesny czwartkowy wieczór, ale na szczęście zmiany w pracy ułożyły się odpowiednio, a i opiekę dla Wojtka (dla którego trasy jeszcze były za trudne) udało się zapewnić. Pewien niepokój powodowały też zapowiedzi pogodowe wieszczące burzę, ale ostatecznie choć trochę grzmiało, to raczej z daleka i w towarzystwie raczej niezbyt intensywnego deszczu. W każdym razie pogoda była łagodniejsza, niż w zeszłym roku na Leśnej Górze. Marsz urozmaicał też koncert bardzo głośnej muzyki słyszalny w całym lesie. Jak się okazało, odpowiedzialny za to umilenie zmagań był Kult grający na Placu Zebrań Ludowych w ramach festiwalu Rockowizna.

Muszę też dodać, że impreza, choć nieduża, była sprawnie zorganizowana, a wpisowe z jednocyfrową kwotą nie było w tym przeszkodą, a jedynie zachętą.


15 kwietnia 2022

Śnieżynkowy spacer po Osowej


Impreza Śnieżynka
Organizator UKS Włóczykij
Data 3.04.22
Miejsce Gdańsk Osowa
Trasa TP
Budowniczy Artur Fankidejski
Minuta startowa 8:02
Pogoda Nie najgorsza. Lekki mróz z rana, potem cieplej.

Imprezy na orientację zaplanowane w Trójmieście na przełom stycznia i lutego bieżącego roku nie miały szczęścia do pogody. Wszystkie zostały przełożone z powodu bardzo silnych wiatrów, stwarzających poważne niebezpieczeństwo dla uczestników. Śniegołazik został przesunięty o dwa tygodnie. Nowy termin dla CieMnO VIII jeszcze nie został wyznaczony (a przynajmniej ja nic o tym nie wiem). Najwięcej pecha miała chyba jednak Śnieżynka, której drugi termin został wstrzymany przez nadleśnictwo z powodu niemożliwości uprzątnięcia lasu z wiatrołomów. Organizatorzy podeszli do tego z humorem, m.in. żartując, że chcą zdobyć nagrodę za najczęściej przekładaną imprezę.

Ostatecznie marsz odbył się w pierwszą niedzielę kwietnia. Wcześniej pojawiały się też inne możliwe daty, co śledziłem z pewnym zainteresowaniem - ze względu na operację, jaką przechodziłem w pierwszej połowie marca, nie wszystkie mi pasowały. Udział w Śnieżynce był, co wspomniałem na fanpage'u, pierwszym dłuższym spacerem właśnie po tej operacji.

16 lutego 2022

Wydmowy las na Stogach - Śniegołazik 2022


Impreza Śniegołazik 2022
Organizator Stowarzyszenie Wataha
Data 13.02.2022
Miejsce Gdańsk Stogi
Trasa TZ
Budowniczy Piotr Bładzikowski
Minuta startowa 9:13
Pogoda Słonecznie, bezchmurnie i bezśnieżnie. Koło zera stopni, później lekko na plusie.

Śniegołazik ma już pewną kilkuletnią tradycję - odbywa się od 2015 roku. Do tej pory udało mi się wystartować w nim dwa razy: właśnie w 2015 roku i potem w 2020. Za pierwszym razem zdobyłem drugie miejsce w najprostszej kategorii TP, a za drugim wylądowałem na początku drugiej dziesiątki, z dwoma PS-ami na koncie. Teraz chciałem ten wynik poprawić, ponownie startując w TU w towarzystwie szwagierki, dla której to miał być drugi start w InO po styczniowym ZEWie.

Jednak im bliżej było startu, tym bardziej miałem chęć wyżej zapunktować w klasyfikacji Pucharu KInO. Zapytałem więc Gosię, czy nie ma nic przeciwko trudniejszej mapie, a kiedy nie usłyszałem sprzeciwu, przepisałem nas na tezetkę.
Sztormowy wiatr, mogący poczynić spore szkody w nadmorskim lesie, zmusił organizatorów do przełożenia imprezy z pierwotnego styczniowego terminu. Nowy termin trafił na lepszą, słoneczną pogodę, bez silnego wiatru, choć chłodną - w końcu to wciąż luty.

Na miejsce dotarliśmy trochę przed czasem, korzystając z dróg pustych w niedzielny poranek. Na szczęście nie musieliśmy długo czekać - Piotr Bładzikowski - organizator i budowniczy tras - znalazł wolną minutę startową i o 9:13 ruszyliśmy w drogę.


26 września 2021

Ścieżki i chaszcze Leśnej Góry, czyli InO Pagórki 2021


Impreza InO Pagórki 2021
Organizator Paweł Ćwidak
Data 23.09.2021
Miejsce Gdańsk-Niedźwiednik-Leśna Góra
Trasa TU
Budowniczy Paweł Ćwidak
Minuta startowa 19.42
Pogoda Raczej chłodno, trochę wiatru, deszcz o zmiennym natężeniu - momentami dość intensywny

Dawno nie miałem startu w InO tak pełnego przygód, jak tym razem na Pagórkach. Wyzwaniem było prawie wszystko - od zgłoszenia, przez dojazd, mapę, trasę, teren, aż po powrót na metę. Może dlatego Pagórki doczekały się niemal natychmiastowej relacji, kiedy inne leżą odłogiem i czekają na lepszą wenę albo fazę ożywienia bloga...
No dobra, może z niektórymi wyzwaniami trochę przesadzam. Zgłoszenie było łatwe, choć dokonane prawie w ostatniej chwili (dzień przed terminem), bo wymagało zorganizowania wolnego w pracy (czwartek...) i opieki dla Wojtka (żona w pracy). W poniedziałek napisała jeszcze do Agnieszka z pytaniem o wspólny start, więc szliśmy w duecie.
Dojazd na Niedźwiednik też nie był skomplikowany, ale jakiś złośliwy urbanista zaplanował ulicę Leśna Góra w kształcie ślimaka z odgałęzieniem i dopiero za trzecim razem wjechałem we właściwą odnogę. Jeśli ktoś byłby przesądny, to uznałbym to za złą wróżbę. W tym przypadku chyba by się dużo zresztą nie pomylił.



02 maja 2018

Kwitnąca Dolina Strzyży: ścieżki i chaszcze Krokusika


Impreza II Turystyczna Impreza na Orientację Krokusik
Organizator UKS Włóczykij Osiek, AKK GDAKK
Data 8 kwietnia 2018r.
Miejsce Gdańsk Matemblewo
Trasa TU
Budowniczy Łukasz Sojka
Minuta startowa 8:39 (8:51)
Pogoda Rano lekko chłodno, potem coraz cieplej. Słonecznie.

Start

Jeszcze na fali marcowych startów zdecydowałem się na udział w Krokusiku. Znowu szedłem z Tomkiem, z tym że wziął on jeszcze jednego kolegę z pracy, też zresztą Tomka. Z różnych przyczyn chcieliśmy wystartować jak najwcześniej i organizatorzy dali taką możliwość mimo przesunięcia minuty zerowej dla TU. W miejscu startu - na łące koło matemblewskiego sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej - byliśmy już około w pół do dziewiątej. Było jeszcze trochę chłodno, ale byłem już na krótkim rękawie: wiedziałem, że marsz nas rozgrzeje, a temperatura na pewno wzrośnie. Korzystając z tego, że byliśmy przed czasem, a także z uprzejmości budowniczego, wyszliśmy na trasę już o 8.39.


24 marca 2018

CieMnO w Oliwie

Nocne marsze na orientację nie są dla mnie niczym nowym. W końcu - nie licząc małego harcerskiego InO na naszej Kalwarii - zaczynałem od Darżluba w Kartuzach, a potem powiększałem swoje doświadczenie o kolejne imprezy, wędrując sam lub w towarzystwie na trasach różnej trudności, ale właściwie zawsze długodystansowych i na pełnej mapie. Nocne InO z krótkimi i modyfikowanymi trasami jakoś do tej pory nigdy nie pasowało mi pod względem terminu. I tak póki co jeszcze przez jakiś czas pozostanie, bo w organizowanym w ubiegłą sobotę CieMnO 4 znów pasowała mi tylko pora południowa, a i wybrana trasa nie była zbytnio modyfikowana. Ale nie szkodzi, bo i tak była to bardzo ciekawa trasa. Już dojście na start dostarczyło wyzwań - przebicie się przez spiętrowane drewno nie było może trudne, ale też nie był to spacerek.



Stromy początek

Organizowane przez Morenka Team CieMnO to mój trzeci z rzędu wspólny start z Tomkiem, a jednocześnie pierwszy z klasyfikacją. Zgodnie zdecydowaliśmy się na trasę przygodowo-zadaniową. Aura nam sprzyjała - było zimno, ale dosyć pogodnie. Mieliśmy jedną z pierwszych minut startowych: wyruszyliśmy o 12:04. Przed nami według listy były tylko dwie drużyny, a w praktyce jedna: Mikołaj z Grzegorzem, którzy zresztą z nami dojeżdżali i których najczęściej spotykaliśmy w terenie.
Z racji charakteru trasy oprócz znajdowania lampionów wykonywaliśmy zadania, za których brak dostawało się punkty karne: dziesięć (zwykłe zadania) lub pięćdziesiąt (zadanie główne polegające na ułożeniu piosenki z wykorzystaniem czterech umieszczonych na trasie słówek. Ekipa Morenki na stronie imprezy zapowiedziała, że przyda się wiedza z dziedziny muzyki, co budziło automatyczne skojarzenia z teleturniejem Jaka to melodia, zresztą częściowo słuszne.
Mapa też była w pewien sposób związana z muzyką: sformatowano ją do rozmiaru okładki płyty CD i w pudełku od takiej płyty ją dostaliśmy. Pierwsza strona była tytułowa, ostatnia zawierała opisy punktów i zadań, a dwie wewnętrzne stanowiły właściwą mapę.
Pierwszy punkt był niedaleko startu. Towarzyszyło mu zadanie polegające na nazwaniu przedmiotu, którym był walkman (choć uznawano też odpowiedzi pokrewne, np. radio - młodsi uczestnicy nie mieli często okazji widzieć takiego sprzętu w użyciu).
Na PK2 było już bardziej pod górę, i to dosłownie. Musieliśmy przejść obok startu, który umiejscowiono w starym wyrobisku żwirowni otoczonym urwistymi zboczami. Tomek niemal od razu zaczął się wspinać po jednym z nich, mimo sugestii organizatorów, by korzystać z łagodniejszych wyjść z kotliny. Budził tym zdziwienie, ale na pewno został zapamiętany. Zresztą łagodniejsze podejście, z którego ja skorzystałem, nie było dużo lepsze, bo różnica wysokości między kotliną a szczytem z dwójką wynosiła prawie czterdzieści metrów.Spotkaliśmy się przy punkcie, spisaliśmy kod, zapamiętaliśmy pierwsze słowo i szliśmy dalej .
Do trójki prowadził Tomek. Były odcinki gdzie trochę truchtaliśmy, zwłaszcza że dla odmiany trasa prowadziła teraz w dół. Ze znalezieniem punktu nie było trudności, choć w dwóch miejscach miałem wątpliwości (tym razem niesłuszne) co do wybranej przez Tomka drogi.



Pierwszy błąd

PK4 to nasz pierwszy błąd: uznaliśmy, że dolny lampion jest tym prawidłowym, tym bardziej że było przy nim dwa zadania (wymagające znajomości polskich raperów), a nam średnio chciało się wspinać. Ale jak się okazało, sprytny budowniczy niespodziewanie dla nas dał zadania również przy punktach stowarzyszonych. Kosztowało nas to dwadzieścia pięć punktów karnych za PS-a, ale za to rozwiązane przez Tomka zadanie zaliczyliśmy. Zadanie przy powieszonym nieco wyżej prawidłowym lampionie dotyczyło z kolei rozpoznawania znanych kompozytorów.
Piątka to kolejna różnica zdań między mną a Tomkiem. Nie zgadzaliśmy się co do wyboru górki, na której powinniśmy jej szukać, w związku z tym weszliśmy na dwa sąsiednie garby. I choć z początku byliśmy na tyle blisko, by ciągle się widzieć i słyszeć, to niezauważenie oddaliliśmy się od siebie. Ale udało nam się odnaleźć punkt i siebie nawzajem. Na punkcie było następne zadanie: uformowana w kształt płyty CD układanka ujawniająca położenie PK14. Co prawda zgubiłem jeden z czterech elementów, ale nie był on niezbędny do prawidłowej lokalizacji celu, tym bardziej że i tak znajdował się on w pustym środku "płyty".

Dolina Radości

Kilka kolejnych punktów znajdowało się wzdłuż oliwskiej Doliny Radości. Najpierw PK6 w turystycznej wiacie, z płytą winylową w charakterze przedmiotu do rozpoznania. Potem na moście czy raczej na jazie PK7 z instrumentami przydatnymi przy zadaniu głównym (mój półtoraroczny syn ucieszył się z kolejnego źródła irytujących dźwięków, żona mniej). Następnie PK8 na szczycie góry ponad doliną. Kiedy już się do niego wspięliśmy, stwierdzając tym samym swoją wyższość nad himalaistami spod K2, stanęliśmy w obliczu wyzwania najbardziej na trasie przypominającego teleturniej pana Janowskiego, czyli rozpoznania dwóch piosenek. Pierwsza miała być ustawiona jako czasoumilacz czy inne granie na czekanie pod podanym numerem telefonu. Niestety operator telekomunikacyjny nie wyrobił się z uruchomieniem usługi i zamiast Stayin' Alive w wykonaniu Bee Gees słyszalny był tylko sygnał. Druga piosenka była ustawiona jako dzwonek w przymocowanym do pobliskiego pniaka telefonie, do którego przypisany był wspomniany numer. Tomek trafnie rozpoznał ją jako utwór grupy 'The Offspring' i było to wystarczające.
Ostatnim punktem w Dolinie Radości była dziewiątka. Jej okolice nie zmieściły się na głównej mapie i umieszczone na stronie z zadaniami w pomniejszonej skali. Tu wzięliśmy drugiego stowarzysza w okolicznościach niemal identycznych z PK4, ale przynajmniej drugie słówko do piosenki się zgadzało.


Wężowa Dolina

Od kilku punktów kontrolnych ja przejąłem prowadzenie od Tomka i podobnie było przy trzech kolejnych umieszczonych w Wężowej Dolinie i jej okolicy. PK10 był otoczony stowarzyszami, ale prawidłowy lampion wybrałem bez większego wahania. PK11 to przede wszystkim trzecie słowo do piosenki. Przy PK12 trzeba było się już trochę bardziej rozejrzeć, ale też nie było przesadnie trudno.


Znów pod górę

Dwunastka właściwie była już w połowie drogi na grzbiet wzgórza, na szczęście nachylenie było tu jeszcze dosyć łagodne. PK13 wisiał już po drugiej stronie wzgórza, w wąwozie będącym zaczątkiem doliny. Dołączone do niego zadanie znów mogło sprawić problem uczestnikom nieco młodszym lub niezbyt zorientowanym w muzyce. Polegało na podaniu czterech zespołów, które wydały płyty z okładkami umieszczonymi pod lampionem (lub tytuły tych płyt). My z Tomkiem dość łatwo rozpoznaliśmy te zespoły - jakby nie patrzeć, była to klasyka światowej i polskiej muzyki (choć w przypadku Lady Pank były drużyny, które wpisywały Rolling Stonesów).
Ujawniona przez układankę z PK5 lokalizacja czternastki okazała się być szczytem góry Głowicy. Po spisaniu tego lampionu i ostatniego, czwartego słowa został nam już tylko jeden punkt do znalezienia. Nie pamiętam, czy zadaniową piosenkę układaliśmy już wtedy, czy na szybko przy starcie, ale zestaw obowiązkowych słówek był dość nietypowy: 'brokuły', 'allegro', 'stresik' i 'ukulele'. Nasza była raczej przeciętna, ale dwie, które słyszeliśmy na mecie, były całkiem niezłe. Jestem pełen podziwu dla ludzi, którzy potrafią takie małe cuda wymyślić na poczekaniu.

Wieża radości, wieża samotności

Ostatni punkt połączony był z poleceniem podania tytułu piosenki zespołu Sztywny Pal Azji, która kojarzyłaby się nam z tą lokalizacją - a ponieważ jest to wieża widokowa, którą kojarzę z innych map, to Wieża radości nasuwała mi się już od momentu, gdy przeczytałem zadania. Gdybyśmy jeszcze od początku poszli z Głowicy właściwym grzbietem i nie musieli schodzić w dolinę i trzeci raz wspinać na czterdziestometrową górę, to już byłoby całkiem fajnie. Na szczęście przynajmniej zejście do mety było z górki.
Trasa może nie była bardzo trudna, ale za to urozmaicona terenowo. Zobaczyliśmy parę ciekawych miejsc, w tym dwa niezłe z widokiem na Oliwę. Poza tym zadania konsekwentnie trzymały się tematu przewodniego jednocześnie przy tym nie nudząc. Mapa też była ciekawie przygotowana. Krótko mówiąc, warto było przyjechać do Oliwy i wziąć w tym udział. W przyszłym roku chętnie bym to powtórzył. Jedynie naszego wyniku trochę żal, ale może przez to na przyszłość będziemy dokładniejsi.


08 maja 2016

Grodzisko, jezioro i drogi otomińskiego Kaszubiaczka

Z planów wędrówkowych na miniony weekend udało się zrealizować tylko połowę, a i to nie do końca tak, jak chciałem. Mimo to nie było źle - w sobotę wróciłem w okolice Otomina, w tym na grodzisko, które odwiedziłem w zeszłym roku. W niedzielę co prawda nie pojechałem na rajd do Leśniewa, ale i tak spędziłem ten dzień dosyć miło (ale o tym pisać nie będę).
A do Otomina ściągnęła mnie kolejna runda Pucharu GDAKKA, czyli Kaszubiaczek. Budowniczy - Agnieszka Witowska i Dymitr Juszczuk - dali do wyboru trzy trasy: dla początkujących, scorelauf i rowerową. Trochę brakowało mi czegoś w rodzaju kategorii dla średniozaawansowanych typu TU i niemal do ostatniej chwili wahałem się między leniwą wygodą TP a ambitną dumą TS, ostatecznie decydując się na tę drugą. Rowerową odpuściłem, choć na start rowerem dojechałem.



30 grudnia 2015

Przedświąteczne InO w Trójmieście

Grudzień na Pomorzu obfitował w rozmaite imprezy na orientację. Po otwierającym miesiąc Darżlubie, o którym pisałem niedawno, praktycznie co weekend było kilka wydarzeń do wyboru, a i w środku tygodnia można było coś dla siebie znaleźć. Oczywiście żadna z tych imprez skalą i rozmachem nie równała się z klasykiem SKPT, ale wybór w samym Trójmiejście i tak był szeroki - były i większe imprezy długodystansowe z wieloma trasami, były średnie i były też takie niekoniecznie duże. Były imprezy marszowe i biegowe, bardziej rodzinne i takie dla wyjadaczy. Krótko mówiąc, każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
Biorąc pod uwagę takie czynniki, jak lokalizacja, chęć udział lub jej brak, możliwość dojazdu i przede wszystkim wolny czas, zdecydowałem się wystartować w dwóch imprezach: dwunastego grudnia w Mikołajkowym Kompasie i dziewiętnastego w Śnieżynce.

05 października 2015

Drogi planowane do końca roku

Było podsumowanie, to i czas na dalsze plany. Myślę, że tym razem będę planował mniej ambitnie niż poprzednio, a to z dwóch względów. Po pierwsze, będzie większa szansa zrealizować wszystkie cele. Po drugie, chcę trochę oszczędzić kolano. W zeszłym tygodniu byłem u ortopedy, ale nie umiał stwierdzić co z tym moim stawem jest, tylko wysłał mnie na rezonans magnetyczny. Termin w Gdańsku mam na maj. Mam nadzieję, że stan mojej kończyny przynajmniej się do tego czasu nie pogorszy.
Ale dość już o tym, czas na zapis planów:

25 czerwca 2015

Drogi i bezdroża Wakacyjnego Tułacza

Nad zgłoszeniem na Tułacza zastanawiałem się dosyć długo. Do wyboru, oprócz pozostania w domu lub samodzielnego spaceru, miałem jeszcze Survivalik. Ale chociaż lubię imprezy organizowane przez GDAKK, to nie za bardzo miałem chęć na wyprawę do Straszyna. Dojazd do Osowy, gdzie miała mieścić się baza Wakacyjnego Tułacza, wydawał się łatwiejszy, a dodatkową zachętą była możliwość zmierzenia się z Robertem i jego drużyną. Zgłosiłem się więc na tę samą, piętnastokilometrową trasę pieszą, a dzięki Robertowi dotarcie tam było naprawdę wygodne.
Już przy zapisach pojawiła się ciekawa opcja wyboru mapy czarno-białej lub dopłaty za mapę kolorową. Zdecydowałem się na tę drugą opcję i porównując po imprezie te mapy stwierdzam, że była to słuszna decyzja i znacznie ułatwiła wędrówkę. Inną nietypową rzeczą był nieco inny rozkład startów, a mianowicie podzielenie ich na różne przedziały godzinowe. Najpierw, od 6:30, startowali uczestnicy najdłuższej trasy TP50, następnie od ósmej nasza TP15, a potem inne trasy. Wylosowałem sto piętnastą minutę startową, co przekładało się na godzinę 8:25, a Robert z Karoliną i Szymonem ruszali pół godziny później.

16 marca 2015

Drogi i bezdroża Bursztynowej Góry

Po udziale w treningu Las-Kompas na znanych już mi terenach śmiechowskich lasów przyszedł czas na nieco odleglejsze rejony, a konkretnie na bąkowską Bursztynową Górę, w której otoczeniu gdyński Azymut 45 zorganizował swoją imprezę Z Mapą do Lasu. Przy okazji postanowiłem też sprawdzić, jak zachowa się mój niedawno odebrany z serwisu rower na nieco dłuższej trasie, niż ze sklepu do domu i w związku z tym do Bąkowa zdecydowany byłem dotrzeć na dwóch kółkach, choć oczywiście nie z Wejherowa, a z Gdańska, do którego dojechałem SKM-ką.
Rower sprawdził się lepiej, niż się spodziewałem, choć tylny hamulec nie był tak dobrze wyregulowany, jak zostałem zapewniony. Niemniej nie było to zbytnią przeszkodą podczas jazdy, zwłaszcza że nie rozwijałem prędkości na tyle dużej, by przy hamowaniu na przednim kole wylecieć przez kierownicę. Sama trasa z dworca Gdańsk Główny do Bąkowa budziła we mnie mieszane uczucia, z różnych przyczyn. Na długich odcinkach były całkiem niezłe ścieżki rowerowe, ale były też takie, gdzie musiałem jechać jezdnią moim zdaniem niedostatecznie szeroką dla dwóch kierunków jazdy samochodów i jeszcze dla mnie na rowerze. Nieco irytujące było to w Kowalach i samym Bąkowie, gdzie odcinki chodnika z dopuszczonym ruchem rowerów były bardzo krótkie i często przeplatane z takimi, gdzie rowerów nie dopuszczano. Było też zdecydowanie chłodniej, niż się spodziewałem - momentami polar okazywał się być niewystarczająco trzymającym ciepło odzieniem. Na przyszłość będę musiał pomyśleć o jakiejś innej kurtce, być może w ogóle o bardziej profesjonalnym stroju do jazdy na rowerze.

Zdjęcie pochodzi ze strony kolbudy.gd.pl

06 lutego 2015

Zimowa droga lasami i ulicami Trójmiasta (1)

Plan był taki, żeby przejść resztę szlaku Trójmiejskiego od miejsca, gdzie ostatnio skończyłem w Jaśkowej Dolinie, do samej Gdyni. Znaczy, po wcześniejszych doświadczeniach z długodystansowych marszów (zwłaszcza niebieskim szlakiem - 1 i 2), nabrałem przekonania, że przejście naraz więcej niż 20-25 kilometrów trochę mija się z celem, bo zaczyna się iść, żeby iść, bez sił na obserwację krajobrazu. Ale ponieważ wraz z przyjacielem (pozdrowienia dla Roberta) myślimy nad udziałem w Śniegołazach, uznałem, że przyda się mały trening, a przynajmniej sprawdzenie swoich możliwości, czyli nieco krótsza trasa żółtym szlakiem bez początkowego fragmentu, który przeszedłem na początku stycznia.

Ale plany planami, a rzeczywistość swoją drogą. Przede wszystkim zamierzałem wystartować z Wrzeszcza o ósmej rano, żeby jak największą część trasy przejść w dziennym świetle. Jednak ze względu na wizytę u przyjaciółki (pozdrowienia dla Pauliny) początek trasy przesunął się na 10.40 do Szadółek, niedaleko centrum handlowego Fashion House. Na dodatek wcześniej rano zaspałem i nie zdążyłem sobie przygotować herbaty do termosu, przez co cały dzień byłem skazany na zimne płyny. Ale przynajmniej pogoda dopisała.


06 stycznia 2015

Droga Szlakiem Trójmiejskim: początek odcinka gdańskiego

Przy okazji poniedziałkowej wizyty w Gdańsku w innych sprawach, postanowiłem przejść krótki, początkowy fragment żółtego Szlaku Trójmiejskiego od strony Gdańska. Całość szlaku jest trochę za długa jak na moją obecną formę (liczy około 46 km) i choć pewnie bym dał radę, wolę ten szlak podzielić na kilka etapów. Od strony Gdyni początek znam, teraz poznałem kilka kilometrów od strony Gdańska. Resztę podzielę na dwa lub trzy etapy, zależnie od tego, jak daleko będę chciał zboczyć z niego, żeby odwiedzić ciekawe miejsca w jego pobliżu, ale nie bezpośrednio na jego trasie. Tymczasem - odcinek zasadniczo w większości miejski.

Szlak zaczyna się przy gdańskim dworcu PKS przy ulicy 3 Maja, skąd kieruje się nieco na północ, a potem na zachód na Górę Gradową. Ja w swoim marszu skierowałem się na południe, by na Górę Gradową wejść po obejrzeniu (trochę pobieżnym) obiektów Fortu Grodzisko. Jest to kompleks fortyfikacji pochodzących w większości z XIXw., choć pierwsze umocnienia powstały tu w wieku XVI. Obecny kształt budowli fortecznych to dzieło pruskich inżynierów, którzy je przebudowywali najpierw w celu obrony miasta przed wojskami napoleońskimi, a później by je dopasować do nieco nowocześniejszych wymagań, jakkolwiek przestarzałe by nam się dzisiaj wydawały. Poza tym zabytkowe budowle mieszczą Centrum Hewelianum, jedno z kilku w Trójmieście miejsc, gdzie w ciekawy sposób można zapoznać się z rozmaitymi osiągnięciami nauki. Niestety w poniedziałki nieczynne, więc nic nie obejrzałem, zresztą akurat tego dnia i tak nie miałbym na to wiele czasu. Zrobiłem za to kilka zdjęć samych fortyfikacji oraz widoków widocznych z wałów i spod milenijnego krzyża postawionego w północnej części fortu, ponad trzydzieści metrów powyżej zabudowy Gdańska (Góra Gradowa w najwyższym punkcie osiąga 46m n.p.m.). Widoki te obejmują, poza leżącymi tuż poniżej Starym i Głównym Miastem z ich charakterystycznymi punktami (ratusz Głównego Miasta, kościół św. Katarzyny czy oczywiście Bazylika Mariacka), tereny dawnej Stoczni Gdańskiej, Elektrociepłownię Wybrzeże, most wantowy na Martwej Wiśle czy obiekty oddalone o kilka lub kilkanaście kilometrów, jak wiatraki z farmy wiatrowej w Bystrej, rafinerię Lotosu, czy południową wieżę gdyńskiego kompleksu Sea Towers.