poniedziałek, 8 września 2014

Droga Niebieskim Szlakiem (2)

Widok z Osłonina na łąki i Zatokę Pucką
Poprzedni post zakończyłem na drodze z Rzucewa do Osłonina. Droga ta wiodła starą lipową aleją. Wiele z tworzących ją drzew ma status pomnika przyrody ożywionej, chociaż tabliczki o tym świadczące widziałem tylko na niektórych. Oprócz starych drzew, wzdłuż drogi ciągnęły się miejscami zarośla krzewów, a poza nimi pola zbóż (nie sprawdziłem gatunku) i kwitnącego żółto rzepaku, oddzielane od siebie zadrzewionymi miedzami. Im bardziej zbliżałem się do Osłonina, tym dalej miałem do brzegu, mimo to w niektórych miejscach udało mi się dostrzec wodę gdzieś między drzewami.
W samym Osłoninie wiele ciekawego nie widziałem, ale też trzymałem się niebieskiego szlaku, który w tym miejscu schodził z Kępy Puckiej na dno Pradoliny Kaszubskiej i dalej szedł północnym skrajem Mościch Błot poniżej krawędzi Kępy nadającej trasie nazwę. Z tego powodu molo w Osłoninie widziałem tylko z daleka, z miejsca dalej na szlaku, gdzie postanowiłem na chwilę wspiąć się na skarpę i sprawdzić widoki. Z rzeczy wartych odnotowania, to w Osłoninie przekraczałem też rzeczkę o nazwie Gizdepka, która ma swoje źródła na północ od Wejherowa. W pobliżu tych źródeł też kiedyś byłem, ale o tym (może) innym razem.

Opuściwszy Osłonino, przez chwilę zastanawiałem się, czy mam ochotę zwiedzić ścieżkę edukacyjną w rezerwacie Beka. Nawet szedłem kawałek drogą w kierunku Mościch Błot, ale ostatecznie uznałem, że i tak się dzisiaj nachodzę, a Bekę mogę zwiedzić przy innej okazji. Wróciwszy na niebieski szlak minąłem będące w budowie osiedle domków jednorodzinnych wraz z dodatkowymi atrakcjami (m. in. basen i korty tenisowe). Prawdopodobnie za możliwość zamieszkania tam trzeba sporo zapłacić, zwłaszcza że oprócz wspomnianej dodatkowej infrastruktury zaletą tego miejsca jest - jak prawie na całej południowej krawędzi Kępy Puckiej - przepiękny widok na Pradolinę Kaszubską razem z jej przeciwległymi zboczami. Nazwa osiedla - Villa Belvedere - zresztą poniekąd do tego właśnie nawiązuje. Kawałek dalej znowu wdrapałem się na łąkę na wysokiej skarpie, aby móc delektować się tym krajobrazem - za darmo.
Po powrocie na drogę szedłem dalej na zachód, mijając kopalnię kruszywa, czyli po ludzku mówiąc żwirownię. Przypuszczam, że z krawędzi tamtejszego wyrobiska również mógłbym zobaczyć niezłą panoramę, uznałem jednak wchodzenie tam za odrobinę zbyt ryzykowne. Minąwszy skrzyżowanie mojej drogi z trasą Kazimierz-Puck zdecydowałem na chwilę opuścić wyznaczony szlak niebieski, aby wejść na inny znakomity punkt widokowy w Mrzezinie, na którym już kiedyś byłem. Znajduje się on między ulicami Okrężną, Jodłową i Zakopiańską. Co prawda z prawie całego Mrzezina widok jest niezły, ale w tym miejscu nie jest on póki co niczym przesłonięty. Można stamtąd zobaczyć Zatokę Pucką (a przynajmniej sporą jej część), fragment Mierzei Helskiej, rozległą równinę Mościch Błot, wsie położone na północnej krawędzi Kępy Oksywskiej (Rewę czy Kazimierz), Redę, Rumię i oczywiście komin chylońskiej elektrociepłowni. Po zrobieniu kilku zdjęć postanowiłem zrobić sobie przerwę i nieco się posilić, jednocześnie napawając się panoramą.
Po odpoczynku nie schodziłem na dół, ale wróciłem na trasę niebieskiego szlaku, który nieco wcześniej wspiął się na szczyt krawędzi Kępy, w Mrzezinie prowadząc m. in. ulicą Dworcową. Dopiero mijając mrzezińską stację kolejową schodził z powrotem na podnóże Kępy wzdłuż torów. Zarówno mijając stację, jak i tory mogłem obserwować efekty remontu helskiej linii kolejowej, o którym wspomniałem w poprzednim poście. Wyglądało to ładnie i mam nadzieję, że trwałość i ogólnie jakość zamontowanych urządzeń i infrastruktury dorównują ich wyglądowi.
W Połchowie ponownie wchodziłem do góry stromą drogą, po raz drugi w czasie tej wycieczki gubiąc szlak nie z własnej woli. Opuszczając Połchowo sfotografowałem jeszcze ostaniec przy drodze do Rekowa Dolnego, nieco przypominający bardziej znane Groty Mechowskie. Dalej szedłem lasem ponad Rekowem, aż do drogi wojewódzkiej nr 216 z Redy do Pucka, i sporą część tej trasy kląłem na mapy i na kiepskie oznaczenia trasy. O ile z początku można to było wytłumaczyć widocznymi pozostałościami po niedawnej wycince drzew, na których zazwyczaj malowane są znaki, o tyle dalej było trudniejsze do zrozumienia, a na dodatek miałem wrażenie, że na pewnym odcinku trasę zmieniono, usuwając tylko część starych oznaczeń (bo widziane przeze mnie prowadziły w ślepy zaułek) i malując zbyt mało nowych, jak na złość widocznych raczej dla idących w przeciwną stronę. Na domiar złego Navime - aplikacja, której używam do rejestracji tras przez GPS - najwidoczniej uległa zawieszeniu i przez jakiś czas nie zapisywała danych. Stąd trasę tę mam zapisaną w dwóch częściach.
W końcu jednak jakoś przebrnąłem przez lasy ponad Dolnym Rekowem i przeszedłem na drugą stronę drogi 216. Dalej szedłem lasem, teraz już ponad Pradoliną Redy-Łeby i ponad dzielnicą Redy oznaczoną na mapach jako Betlejem. Osobiście nie słyszałem, żeby ktoś tak tę część miasta nazywał. Nawet końcowy przystanek linii autobusowej 18 Pieleszowo Karłowicza korzysta z nazwy dzielnicy leżącej w zasadzie po drugiej stronie rzeki Redy.
Na tym odcinku byłem już mocno zmęczony, więc zachodnią granicą Betlejem z lasem zdecydowałem się zejść na krajową szóstkę do Pieleszewa, skąd do domu wróciłem autobusem. Nie miałem już sił, aby dojść do Wejherowa, gdzie niebieski szlak prowadzi przez osiedle Fenikowskiego, nad rzeką Redą, a później przez osiedle Kaszubskie i nad Cedronem, by w końcu dotrzeć do wejherowskiego dworca. Zresztą zarejestrowane dwie trasy miały łącznie ponad 34 km, więc nawet nie licząc niezapisanego odcinka przebyłem więcej, niż ten szlak ma wg strony PTTK (33,3 km), toteż poniekąd czuję usprawiedliwiony.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz