29 maja 2026

Raport nr 7 (popiłkowy)

Dziś nie będzie w raporcie wiele o diecie, treningu czy innych sprawach, o których zazwyczaj tu piszę. Wspomnę tylko, że w większości tych spraw nie zaszły większe zmiany: ciśnienie nadal lekko podwyższone, waga taka sama, dieta ciągle może nie zła, ale też niezbyt prawidłowa.

Dzisiaj będzie o tym, że sport to nie zawsze zdrowie. W szczególności nie piłka nożna. Nigdy nie byłem klasowym Ronaldo, raczej średniakiem (choć w gimnazjum trafiłem do szkolnej reprezenacji), ale grać zawsze lubiłem. Dlatego kiedy w pracy pojawił się pomysł, żeby firma wynajęła nam halę do gry, byłem jednym z chętnych. Pierwsza próba nie była zła, ale też nie dałem rady grać zbyt długo - kondycja daleka od ideału i po dwóch dziesięciominutowych meczach niemal wypluwałem płuca.

Druga próba była jednocześnie lepsza i gorsza. Kondycyjnie wytrzymałem lepiej - może dlatego, że mecze były krótsze, może mniej lub bardziej świadomie ostrożniej rozkładałem siły, a może poprawiłem wydolność (choć to ostatnie jest mało prawdopodobne w tak krótkim czasie). Niestety,, pojawił się inny problem: przeciążyłem kolano albo coś w nim naciągnąłem. Nie zauważyłem, żeby trafił mnie jakiś uraz, więc być może zbyt słabo się rozciągnąłem i rozgrzałem, albo stara kontuzja łękotki czekała na taką okazję...

Teraz, po ponad tygodniu i po kilku dniach rehabilitacji (szczęśliwym trafem akurat miałem termin) jest już trochę lepiej: chodzę prawie bez utykania, a zakres ruchu w tym kolanie poprawił się na tyle, że mogłem wczoraj dojechać do pracy rowerem całą trasę tylko ze sporadycznymi ukłuciami bólu. Nadal jednak jest jeszcze daleko do pełnej sprawności i być może nawet po rehabilitacji będę musiał odwiedzić ortopedę pierwszy raz od dobrych kilku lat...

21 kwietnia 2026

Raport nr 6 (przedmajówkowy)

Od ostatniego raportu minęło trochę czasu, ale nadal trudno mówić o jakiejś ogólnej poprawie mojej szeroko pojętej kondycji i stanu zdrowia. Po powrocie do pracy byłem jeszcze na małym zabiegu okulistycznym i dopiero potem zacząłem konkretniej dojeżdżać rowerem do pracy. Ale w natłoku różnych spraw nadal nie było wiele czasu na treningi


Dieta i używki

Są próby urozmaicenie diety i ograniczenia kalorii, ale brak w tym konsekwencji. Tym bardziej, że kiedy pracuję na drugiej zmianie po dziesięć godzin, nieustannie chce mi się jeść. Nadal zdarzają mi się fazy na coś słodkiego (ostatnio na czekoladę bąbelkową z Biedronki). O świątecznym jedzeniu nawet nie będę wspominał.


Ciśnienie i waga

W marcu, po chorobie, ciśnienie przy kolejnych pomiarach powoli spadało. Po świętach znowu wzrosło. Od tamtego czasu nie sprawdzałem. Jutro rano trzeba będzie zmierzyć, w maju chciałbym iść oddać krew.

Co do wagi - tak jak wcześniej nie mogłem zejść poniżej 104kg, ale i nie przybierałem powyżej 106, tak teraz od czątku roku nie mogę zejść poniżej 108. Dobrze, że jeszcze nie przekraczam 110, ale trzeba to naprawdę zmniejszyć... Co dziwne, moje kolana, które kiedyś zawsze dawały znać o wzroście mojej wagi, teraz jakoś aż tak mocno nie dokuczają. Zrobiły się jakieś wytrzymalsze?


Treningi

Stałych i stabilnych treningów nadal brak. Ale wróciłem na rower, w tym przede wszystkim na dojazdy do pracy rowerem. Wróciłem też na marsze na orientację i to nawet z sukcesami. Możliwe, że w ramach korzystania z dofinansowania w pracy pojawię się raz czy drugi na hali sportowej pograć z kolegami. Kupiłem też okularki pływacie z korekcją wzroku, więc może i na basen wrócę? Czas wrócić do używania karty Multisport. Może nawet użyję butów, które jesienią kupiłem z myślą o siłowni...


Telefon i sen

Tu może stabilniej, ale też bez przesady.


21 lutego 2026

Raport nr 5 (pochorobowy)

Ambicje noworoczne szybko się skończyły. Nadal brakowało mi siły woli do większości zamierzeń, a do tego pogoda nie pozwalała za bardzo na dojazdy do pracy rowerem. Do tego na początku lutego się rozchorowałem...


Dieta i używki

O diecie nadal ciężko mówić, choć podejmowałem próby może nie ograniczenia ilości kalorii, ale chociaż od czasu do czasu bardziej zbilansowanych posiłków. W czasie choroby też piłem więcej gorących, słodzonych napojów(co prawda mowa głównie o herbacie z miodem, ale jednak). Trochę też brakowało mi piwa, kiedy brałem leki. To chyba nie całkiem dobrze?


Ciśnienie i waga

Ciśnienie w styczniu tak sobie (mało pomiarów). W lutym w czasie choroby podwyższone, ponad 140/90. Jeszcze nie jestem całkiem ozdrowiały, ale ostatnie pomiary wskazują niewielką poprawę - okolice 135/85. Waga to niestety porażka. Wymienione na początku okoliczności spowodowowały jej szybki wzrost, w najgorszym momencie nawet do 110kg. Teraz jest 108, ale to nadal 3-4 kilogramy powyżej mojej ostatnio typowej wagi, więc to nadal trochę alarmujące.


Treningi

Brak. Z powodów wyżej wspomnianych.


Telefon i sen

Telefon bez większych zmian. Sen trochę lepiej - ale głównie dlatego, że na zwolnieniu chorobowym łatwiej mi go nadrobić.


12 stycznia 2026

Raport nr 4 (noworoczny)

Nowy Rok, nowy ja? To się jeszcze okaże (tym bardziej, że zawsze byłem sceptyczny wobec idei postanowień noworocznych), ale może spróbuję. Początek roku taki sobie, ale może ciut lepiej, niż koniec poprzedniego.


Dieta i używki

Po świąteczno-noworocznym okresie ogólnego zwiększenia spożycia wszystkiego nastąpiło kilka dni odpuszczenia, ale nadal trudno to nazwać sensowną dietą. Nadal impulsywnie dodaję sobie posiłki, zwłaszcza, kiedy mam ochotę na coś ostrego. Wiedzieliście, że kapsaicyna może wywoływać w mózgu efekty podobne do lekkich narkotyków? Ciekawe, czy odpowiadające jej substancje w pieprzu, gorczycy czy chrzanie też mogą to powodować?


Ciśnienie i waga

Dzisiaj zrobiłem pierwszy pomiar ciśnienia od jakiegoś miesiąca. Nie napawa optymizmem. 147/35. Dobrze, że tętno mam w normie. Za to na wagę wszedłem w tym rou już drugi raz i tu optymizmu jest jeszcze mniej: oba pomiary wskazały ponad 106kg. Niby tylko kilogram czy dwa więcej od mojej typowej wagi z ostatnich kilku lat (104-105), ale jednak...


Treningi

Nie da się powiedzieć, żeby święta były czasem dobrym na treningi. A te konkretne święta dodatkowo totalnie mnie rozstroiły psychicznie, nawet w porównaniu do ogólnie kiepskiego od września stanu. Niby byłem na tradycycjnym zakończeniu roku "Z Mapą do Lasu", ale totalnie nic mi się tam nie chciało, poza być może położeniem się w śniegu, skuleniem się i pozostaniem w tej pozycji... ale jakoś się od tego powstrzymałem i zmusiłem się do wzięcia większości łatwiejszych punktów.

Po Nowym Roku było może niekoniecznie lepiej, ale można powiedzieć, że stabilniej. No i zacząłem nowy sezon InO od ZEW-u na Borowie, razem z Wojtkiem, Tymonem i Marcinem. W zrzuceniu wagi jednak wiele to nie pomogło.

Dzisiaj próbowałem trochę ćwiczeń, które mgliście pamiętam z rehabilitacji - możliwe, że inaczej kolana zaczną niedługo protestować. Muszę też popracować nad plecami i klatką, bo mam wrażenie, że oprócz lekkiego garba jeszcze ramiona zaczęły mi się do przodu wysuwać...


Telefon i sen

Co do snu - może trochę lepiej jest, ale chyba nie jakoś bardzo. Muszę to chyba też zacząć jakoś monitorować. Aplikacja w telefonie też pokazała mi ostatnio, że mniej z tego urządzenia korzystam. Ale to też nie dlatego, że się pilnuję, a raczej z powodu takiego poziomu demotywacji, że nawet youtube'a nie chciało mi się oglądać. Ale teraz przy tej pseudostabilizacji pewnie też trochę odbije, zwłaszcza jeśli będę słuchał lub oglądał coś przy pracy w domu. Zobaczymy.


21 grudnia 2025

Raport nr 3 (przedświąteczny)

Co tu dużo pisać, szybkie i krótkie podsumowanie z frontu walki o formę i zdrowie.


Dieta i używki

Były lepsze dni. Ale bez serii. Generalnie słabo. Ale przynajmniej mija mi faza na 3bita.


Ciśnienie i waga

Regularność pomiarów spadła bardziej, w przeciwieństwie do ciśnienia. Od ostatniego raportu nie miałem chyba żadnego wyniku poniżej 140/90. Ale z drugiej strony, raz zmierzyłem ciśnienie po jakimś szczególnie przykrym śnie i wynik też był w granicach tego poziomu - czyli kijowo, ale stabilnie. Również moja masa jest zaskakująco stabilna: niezmiennie 105 kilogramów. Możliwe, że częściowo pomaga w jej utrzymaniu ta resztka aktywności fizycznej, o której niżej.


Treningi

No właśnie. Resztkowa. Rower do pracy i po pracy. Trochę spacerów. Trochę w pracy, ale to absolutne minimum. No i marsze na orientację. Pod poprzedni raport łapał się chyba Włóczykij. Teraz był nieco dłuższy: Darżlub. GPS przez aplikację naliczył mi tam ponad osiemnaście kilometrów przy względnie niewielkim posilaniu się. Tydzień później w końcu dłuższa trasa na rowerze w celu znalezienia brakującego punktu z tego Darżluba. GPS wtedy wariował, więc nie wiem, ile zrobiłem, ale szacuję na jakieś trzydzieści, może trzydzieści pięć kilometrów, z czego część, i to nie mała, była nie jazdą, a prowadzeniem roweru - co niekoniecznie oznacza mniejszy wysiłek, jeśli trzeba go było prowadzić przez nierówne, błotniste drogi czy gęste zarośla młodych buków i równie młodych iglaków.

Idą święta, więc i w żywieniu, i w ruchu na razie nie przewiduję znaczącej poprawy. Czy mój plan naprawczy zamieni się w tradycyjne postanowienie noworoczne? Może tak być, chociaż od kilku, czy nawet kilkunastu lat starałem się unikać takich postanowień, a przynajmniej takich typowych podejmowanych z nowym rokiem.


Telefon i sen

Tu też brak oznak poprawy. Przyczyn jest pewnie kilka, ale tu w przeciwieństwie do diety i treningów Boże Narodzenie może być okolicznością sprzyjającą.