Następnego dnia po wycieczce do Pucka pojechaliśmy z Wojtkiem do Gdyni. Najpierw do Galerii Handlowej Riviera, do kina Helios na Niezgaszalnych ("Strażak nie biega, strażak chodzi, i to z głową!") i na obiad. A potem poszliśmy na wędrówkę.
Początkowy plan zakładał wizytę na kolibkowskiej wieży widokowej i brzegu Zatoki Gdańskiej w Orłowie, ale nie uwzględniał kina. Kiedy już film stał się początkiem programu wycieczki, zastanawiałem się nad opcją dojazdu autobusem na Wielki Kack i stamtąd przejście przez las, wieżę i kolibkowski park na orłowskie molo. Ostatecznie jednak, ponieważ Jeżykowi spodobał się park linowy w Pucku, uznałem, że zamiast tego możemy dojść do Orłowa plażą u podnóża klifu albo ścieżkami na Kępie Redłowskiej, zahaczając po drodze o park linowy, który kojarzyłem niedaleko południowego końca Bulwaru Nadmorskiego.
Oczywiście po drodze trzeba było jeszcze pobawić się na dostępnych placach zabaw, ze szczególnym uwzględnieniem skweru Sue Ryder. Niestety po dotarciu do parku linowego dowiedzieliśmy się, że za chwilę będzie tam wchodzić zorganizowana grupa i przez około półtorej godziny nie ma możliwości wejścia indywidualnego. Wojtek bardzo się zasmucił i dłuższą chwilę trwało, zanim się uspokoił. Nie bardzo nawet chciał iść "na bunkry", jak to określiłem, i niechętnie reagował na inne propozycje.

