Poprzednią część opisu wędrówki z niedzieli pierwszego lutego zakończyłem docierając do granic Gdańska z Chwaszczynem i Gdynią. Czas na ciąg dalszy, czyli kolejne kilkanaście kilometrów marszu w zimowej scenerii szlaków turystycznych w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, wraz z ilustracjami.
Na powyższym zdjęciu widoczna jest wieża telekomunikacyjna na Górze Donas, wraz z platformową widokową. Wieża ta była jednym z moich głównych celów na tej trasie, zarówno dlatego że leży na trasie żółtego szlaku, jak i z powodu roztaczających się z niej widoków. A to, czy udało mi się do niej dotrzeć przy dziennym świetle, tak jak chciałem, a także co tam zobaczyłem, to przeczytać i obejrzeć można poniżej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karwiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karwiny. Pokaż wszystkie posty
10 lutego 2015
04 stycznia 2015
Staro- i noworoczne drogi
Okres świąteczno-noworoczny i związane z nim sprawy raczej słabo sprzyja leśnym wędrówkom, głównie dlatego że trudniej jest wygospodarować czas na coś więcej niż krótki spacer. A i pogoda nie była w te święta przesadnie łaskawa. Niemniej udało mi się wyjść i kilka dróg pozwiedzać, łącząc to z krótkimi, treningowymi marszami na orientację.
Marsze czy biegi na orientację poza oczywiście walorami rekreacyjno-rywalizacyjnymi są dla mnie też motywacją do wypraw w miejsca, gdzie w innych okolicznościach z takich czy innych przyczyn nie zapuściłbym się albo wybrał się tam nieprędko, a miejsca t mogą być całkiem ciekawe i warte odwiedzenia. Podobnie było z dwoma niedzielnymi treningami Z Mapą do Lasu, organizowanymi przez UKS "Azymut 45". W pierwszym brałem udział w ostatnią niedzielę starego roku, w Sopocie, a w drugim w pierwszą niedzielę 2015 roku, w Gdyni Dąbrowie. Z pewnością będę brał udział w następnych, choć oczywiście nie za każdym razem. Niektórzy z czytelników być może zauważyli, że na panelu po lewej stronie pojawiły się wycinki z bloga Z Mapą do Lasu z informacjami o następnych edycjach, więc chętnych zapraszam do udziału.
Marsze czy biegi na orientację poza oczywiście walorami rekreacyjno-rywalizacyjnymi są dla mnie też motywacją do wypraw w miejsca, gdzie w innych okolicznościach z takich czy innych przyczyn nie zapuściłbym się albo wybrał się tam nieprędko, a miejsca t mogą być całkiem ciekawe i warte odwiedzenia. Podobnie było z dwoma niedzielnymi treningami Z Mapą do Lasu, organizowanymi przez UKS "Azymut 45". W pierwszym brałem udział w ostatnią niedzielę starego roku, w Sopocie, a w drugim w pierwszą niedzielę 2015 roku, w Gdyni Dąbrowie. Z pewnością będę brał udział w następnych, choć oczywiście nie za każdym razem. Niektórzy z czytelników być może zauważyli, że na panelu po lewej stronie pojawiły się wycinki z bloga Z Mapą do Lasu z informacjami o następnych edycjach, więc chętnych zapraszam do udziału.
14 grudnia 2014
Drogi i bezdroża Mikołajkowego Kompasu
Mój udział w Mikołajkowym Kompasie niemal do ostatniej chwili stał pod znakiem zapytania. Powody były dwa: po pierwsze była możliwość, że będę musiał być w tym dniu w pracy, po drugie przez cały tydzień walczyłem z przeziębieniem. Ostatecznie firma poradziła sobie beze mnie jeden dzień, a mi udało się w miarę wykurować. Coś mi jednak mówi, że ten start i tak w przyszłym tygodniu odchoruję.
Pogoda była ładna, chmur nie było dużo. Bazą rajdu był Kolibki Adventure Park, gdzie na co dzień można pojeździć konno lub quadem, powspinać się w parku linowym czy skorzystać z innych ekstremalnych atrakcji, jak paintball. Na tym tle marsz na orientację wydaje się prawie spacerkiem, choć też wymaga trochę ruchu i kondycji. Karty oraz numery startowe wydawano już od godziny jedenastej, chociaż start był dopiero o 12:30, a mapy rozdano kilka minut wcześniej. Co charakterystyczne dla Kompasu, a chyba raczej nietypowe dla większości InO, wszystkie drużyny wyruszały jednocześnie, ze wspólnego startu. Budziło to moje wątpliwości, ponieważ spodziewałem się, że w takiej sytuacji będzie to prawie że wielka wycieczka w takim sensie, że między punktami będą wędrowały wielkie grupy, a ktoś mniej obeznany z mapą będzie mógł po prostu iść za tłumem. Okazało się jednak, że już (albo dopiero) po dwóch punktach zaczął się robić większy rozrzut między uczestnikami, a gdzieś od piątego wędrowałem prawie sam, od czasu do czasu spotykając niektórych uczestników. Kolejną niespodzianką dla mnie był fakt, że na jednej kartce umieszczono wszystkie trzy mapy dla trzech tras.
Zresztą skoro o tym mowa, to trzeba wspomnieć, że na Mikołajkowym Kompasie zorganizowano trzy trasy: Niebieską (Smerfową), Zieloną i Czarną. Pierwsza, licząca 7,5km, przeznaczona była dla najmłodszych lub najmniej doświadczonych uczestników. Można powiedzieć, że była bardziej rodzinna. Zielona i Czarna miały po 15km, różniły się przede wszystkim poziomem trudności i liczbą punktów kontrolnych (Z - 16, Cz - 20) oraz stowarzyszonych. Tym razem uznałem, że nie będę podchodził do najłatwiejszej trasy jak na Darżlubie, zdecydowałem się więc na opisywaną jako "średnio trudna" trasę Zieloną.
Pogoda była ładna, chmur nie było dużo. Bazą rajdu był Kolibki Adventure Park, gdzie na co dzień można pojeździć konno lub quadem, powspinać się w parku linowym czy skorzystać z innych ekstremalnych atrakcji, jak paintball. Na tym tle marsz na orientację wydaje się prawie spacerkiem, choć też wymaga trochę ruchu i kondycji. Karty oraz numery startowe wydawano już od godziny jedenastej, chociaż start był dopiero o 12:30, a mapy rozdano kilka minut wcześniej. Co charakterystyczne dla Kompasu, a chyba raczej nietypowe dla większości InO, wszystkie drużyny wyruszały jednocześnie, ze wspólnego startu. Budziło to moje wątpliwości, ponieważ spodziewałem się, że w takiej sytuacji będzie to prawie że wielka wycieczka w takim sensie, że między punktami będą wędrowały wielkie grupy, a ktoś mniej obeznany z mapą będzie mógł po prostu iść za tłumem. Okazało się jednak, że już (albo dopiero) po dwóch punktach zaczął się robić większy rozrzut między uczestnikami, a gdzieś od piątego wędrowałem prawie sam, od czasu do czasu spotykając niektórych uczestników. Kolejną niespodzianką dla mnie był fakt, że na jednej kartce umieszczono wszystkie trzy mapy dla trzech tras.
Zresztą skoro o tym mowa, to trzeba wspomnieć, że na Mikołajkowym Kompasie zorganizowano trzy trasy: Niebieską (Smerfową), Zieloną i Czarną. Pierwsza, licząca 7,5km, przeznaczona była dla najmłodszych lub najmniej doświadczonych uczestników. Można powiedzieć, że była bardziej rodzinna. Zielona i Czarna miały po 15km, różniły się przede wszystkim poziomem trudności i liczbą punktów kontrolnych (Z - 16, Cz - 20) oraz stowarzyszonych. Tym razem uznałem, że nie będę podchodził do najłatwiejszej trasy jak na Darżlubie, zdecydowałem się więc na opisywaną jako "średnio trudna" trasę Zieloną.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
