wtorek, 6 stycznia 2015

Droga Szlakiem Trójmiejskim: początek odcinka gdańskiego

Przy okazji poniedziałkowej wizyty w Gdańsku w innych sprawach, postanowiłem przejść krótki, początkowy fragment żółtego Szlaku Trójmiejskiego od strony Gdańska. Całość szlaku jest trochę za długa jak na moją obecną formę (liczy około 46 km) i choć pewnie bym dał radę, wolę ten szlak podzielić na kilka etapów. Od strony Gdyni początek znam, teraz poznałem kilka kilometrów od strony Gdańska. Resztę podzielę na dwa lub trzy etapy, zależnie od tego, jak daleko będę chciał zboczyć z niego, żeby odwiedzić ciekawe miejsca w jego pobliżu, ale nie bezpośrednio na jego trasie. Tymczasem - odcinek zasadniczo w większości miejski.
Szlak zaczyna się przy gdańskim dworcu PKS przy ulicy 3 Maja, skąd kieruje się nieco na północ, a potem na zachód na Górę Gradową. Ja w swoim marszu skierowałem się na południe, by na Górę Gradową wejść po obejrzeniu (choć trochę pobieżnym) obiektów Fortu Grodzisko. Jest to kompleks fortyfikacji pochodzących w większości z XIX w., choć pierwsze umocnienia powstały tu w wieku XVI. Obecny kształt budowli fortecznych to dzieło pruskich inżynierów, którzy je przebudowywali najpierw w celu obrony miasta przed wojskami napoleońskimi, a później by je dopasować do nieco nowocześniejszych wymagań, jakkolwiek przestarzałe by nam się dzisiaj wydawały. Poza tym zabytkowe budowle mieszczą Centrum Hewelianum, jedno z kilku w Trójmieście miejsc, gdzie w ciekawy sposób można zapoznać się z rozmaitymi osiągnięciami nauki. Niestety w poniedziałki nieczynne, więc nic nie obejrzałem, zresztą akurat tego dnia i tak nie miałbym na to wiele czasu. Zrobiłem za to kilka zdjęć samych fortyfikacji oraz widoków widocznych z wałów i spod milenijnego krzyża postawionego w północnej części fortu, ponad trzydzieści metrów powyżej zabudowy Gdańska (Góra Gradowa w najwyższym punkcie osiąga 46m n.p.m.). Widoki te obejmują, poza leżącymi tuż poniżej Starym i Głównym Miastem z ich charakterystycznymi punktami (ratusz Głównego Miasta, kościół św. Katarzyny czy oczywiście Bazylika Mariacka), tereny dawnej Stoczni Gdańskiej, Elektrociepłownię Wybrzeże, most wantowy na Martwej Wiśle czy obiekty oddalone o kilka lub kilkanaście kilometrów, jak wiatraki z farmy wiatrowej w Bystrej, rafinerię Lotosu, czy południową wieżę gdyńskiego kompleksu Sea Towers.

Obszedłszy większą część fortu, znalazłem na drodze poniżej krzyża pierwszy żółty znak Szlaku Trójmiejskiego i ulicą Gradową ruszyłem za następnymi. Dalej znaki prowadziły ulicą Dąbrowskiego, wzdłuż płotu cmentarza garnizonowego i ulicą Giełguda, gdzie po minięciu cmentarza żołnierzy radzieckich szlak skręcił w prawo, na zalesiony teren Wroniej Górki. Stąd również można by było obejrzeć sporą część Gdańska, gdyby nie zadrzewienie. Tylko w kilku miejscach prześwity umożliwiłyby zrobienie jako takich zdjęć.
Z Wroniej Górki szlak według już nie do końca aktualnych map szlak powinien prowadzić za ogródkami działkowymi, jednak obecnie na miejscu tych ogródków jest nowe osiedle, ładne, ale jak większość nowych osiedli zdecydowanie zbyt gęsto zabudowane, a sam szlak prowadzi ulicą marszałka Focha, od której osiedle bierze swoją nazwę. Dalej szedłem za oznakowaniem ulicą Powstańców Warszawskich, nie zauważając znajdującego się poniżej francuskiego cmentarza wojskowego (swoją drogą, sporo tych zagranicznych cmentarzy w Gdańsku). Jest to teren dzielnicy Suchanino i wzniesienie, na którym leży, nazywa się Suchańską Górą. Sięga ona ponad 70m n.p.m., a ponieważ na północ od zabudowań Suchanina i osiedla na sąsiedniej Cygańskiej Górce znajduje się duża łąka, to i widok stąd jest zdecydowanie rozleglejszy, zarówno na nizinną część Gdańska, jak i na wyżej położone dzielnice, z Suchaninem i Moreną (Piecki-Migowo) na czele.
Schodząc z łąki na Suchańskiej Górze, minąłem najdalej na zachód wysuniętą placówkę Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, czyli Pomorskie Centrum Chorób Zakaźnych. Co ciekawe, w sieci znalazłem informację, że mają tam specjalny budynek dla chorych na szczególnie niebezpieczne choroby zakaźne i ofiar ataków bioterrorystycznych, tzw. oddział XI. Z ulicy go jednak oczywiście nie widać. Ponieważ medycyna mnie nigdy szczególnie nie ciągnęła, nie zatrzymywałem się tam dłużej i przez kolejną zalesioną górkę i ulicę Krętą ruszyłem dalej szlakiem, docierając do ulicy Sobieskiego w pobliżu budynków Wydziału Chemii UG i Wydziału Elektrotechniki PG. Tam również nie zatrzymywałem się dłużej niż było to konieczne do przekroczenia tej ruchliwej ulicy i wraz ze szlakiem dotarłem do małego, ale uroczego parku z kilkoma stawami i dworkiem, w którym mieści się przedszkole.
Dolina, którą biegnie ulica Sobieskiego i w której znajduje się ten park nazywa się Królewską Doliną, a wzniesienie znajdujące się na północ od niej jest nazywane Królewską Górą lub Sobótką. Opuszczając teren parku w pewnym momencie zgubiłem oznakowanie szlaku, ponieważ nie dostrzegłem ścieżki, którą wskazywał szlak. Nadrobiłem przez to trochę drogi, ale za to zobaczyłem rzeczy, których na trasie szlaku nie ma, między innymi radiową wieżę nadawczą na Jaśkowej Kopie, którą wcześniej fotografowałem z Suchańskiej Górki. Trochę szkoda, że nie umieścili na niej platformy widokowej, jak to na swoich wieżach na Górze Donas i w Kolibkach zrobił Centertel, operator sieci Idea (obecnie francuskie Orange), bo widok stąd byłby naprawdę znakomity - wieża o wysokości 94m na szczycie 83-metrowego wzgórza.
W poszukiwaniu znaków Szlaku Trójmiejskiego zawędrowałem też na kolejną łąkę, z której znów mogłem zobaczyć wieżowce Suchanina. Ku swojemu zdziwieniu natknąłem się też na coś, co chyba było domkiem na drzewie.
Dopiero po powrocie pod wieżę nadawczą uznałem, że jestem za daleko na południe i poszedłem grzbietem wzgórza w kierunku Wrzeszcza, natrafiając w końcu na punkt widokowy na Sobótce w postaci spiralnego "ślimaka". Przypuszczam, że w czasie jego budowy drzewa były nieco mniej gęsto rosnące, niż obecnie, i umożliwiały nieco lepszy widok na Gdańsk, bo inaczej budowa czegoś takiego, niezbyt wysokiego, w takim miejscu opłacałaby się średnio.
Oznakowanie szlaku znalazłem jeszcze trochę na północ od "ślimaka", już całkiem blisko akademików PG, do których jednak się zbliżyłem, choć uchwyciłem na zdjęciu jeden z nich. Co prawda poszedłem kawałek wstecz wzdłuż szlaku, ale niewielki, bo czas mnie już zaczynał trochę gonić. Zszedłem więc do Jaśkowej Doliny i przez Wrzeszcz dotarłem na dworzec.
Leśne drogi, zwłaszcza na Królewskiej Górze od strony Jaśkowej Doliny i na Wroniej Górce miały częściowo charakter parkowych. Zastanawia mnie, kiedy powstały choćby murki wzmacniające skarpy, albo wspomniany "ślimak", czy jest to pozostałość po przedwojennym Wolnym Mieście, czy po władzach powojennych? A może jeszcze z czasów zaboru pruskiego? Raczej nie sądzę, żeby były to obiekty pochodzące z czasów bardziej współczesnych, zwłaszcza że spora część z nich (zwłaszcza "ślimak" na Sobótce czy szerokie schody na Wroniej Górce) była bardzo zaniedbana. Co z kolei narzuca pytanie, dlaczego wówczas można było coś takiego budować, a teraz nie można o to zadbać? Bo budowy nowych ścieżek to chyba za duże wymaganie, zresztą w mojej opinii i tak zbędne.
Na koniec jeszcze link do galerii picasa, gdzie można zobaczyć zdjęcia, których tu nie umieściłem, i zapis przejścia. Podsumowując ten odcinek żółtego szlaku muszę stwierdzić, że trafiłem na więcej ciekawych miejsc, niż się spodziewałem. Całość, łącznie z dojściem na dworce kolejowe, zajęła mi prawie dwie i pół godziny przy dystansie nieco przekraczającym dziesięć kilometrów. Sam odcinek szlakowy w moim wykonaniu to około ośmiu kilometrów, podczas gdy strona szlaków PTTK podaje pięć kilometrów. Skąd różnica? Prawdopodobnie powstała podczas krążenia na Grodzisku i na Królewskiej Górze, choć nie spodziewałbym się różnicy aż trzech kilometrów.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz