12 stycznia 2026

Raport nr 4 (noworoczny)

Nowy Rok, nowy ja? To się jeszcze okaże (tym bardziej, że zawsze byłem sceptyczny wobec idei postanowień noworocznych), ale może spróbuję. Początek roku taki sobie, ale może ciut lepiej, niż koniec poprzedniego.


Dieta i używki

Po świąteczno-noworocznym okresie ogólnego zwiększenia spożycia wszystkiego nastąpiło kilka dni odpuszczenia, ale nadal trudno to nazwać sensowną dietą. Nadal impulsywnie dodaję sobie posiłki, zwłaszcza, kiedy mam ochotę na coś ostrego. Wiedzieliście, że kapsaicyna może wywoływać w mózgu efekty podobne do lekkich narkotyków? Ciekawe, czy odpowiadające jej substancje w pieprzu, gorczycy czy chrzanie też mogą to powodować?


Ciśnienie i waga

Dzisiaj zrobiłem pierwszy pomiar ciśnienia od jakiegoś miesiąca. Nie napawa optymizmem. 147/35. Dobrze, że tętno mam w normie. Za to na wagę wszedłem w tym rou już drugi raz i tu optymizmu jest jeszcze mniej: oba pomiary wskazały ponad 106kg. Niby tylko kilogram czy dwa więcej od mojej typowej wagi z ostatnich kilku lat (104-105), ale jednak...


Treningi

Nie da się powiedzieć, żeby święta były czasem dobrym na treningi. A te konkretne święta dodatkowo totalnie mnie rozstroiły psychicznie, nawet w porównaniu do ogólnie kiepskiego od września stanu. Niby byłem na tradycycjnym zakończeniu roku "Z Mapą do Lasu", ale totalnie nic mi się tam nie chciało, poza być może położeniem się w śniegu, skuleniem się i pozostaniem w tej pozycji... ale jakoś się od tego powstrzymałem i zmusiłem się do wzięcia większości łatwiejszych punktów.

Po Nowym Roku było może niekoniecznie lepiej, ale można powiedzieć, że stabilniej. No i zacząłem nowy sezon InO od ZEW-u na Borowie, razem z Wojtkiem, Tymonem i Marcinem. W zrzuceniu wagi jednak wiele to nie pomogło.

Dzisiaj próbowałem trochę ćwiczeń, które mgliście pamiętam z rehabilitacji - możliwe, że inaczej kolana zaczną niedługo protestować. Muszę też popracować nad plecami i klatką, bo mam wrażenie, że oprócz lekkiego garba jeszcze ramiona zaczęły mi się do przodu wysuwać...


Telefon i sen

Co do snu - może trochę lepiej jest, ale chyba nie jakoś bardzo. Muszę to chyba też zacząć jakoś monitorować. Aplikacja w telefonie też pokazała mi ostatnio, że mniej z tego urządzenia korzystam. Ale to też nie dlatego, że się pilnuję, a raczej z powodu takiego poziomu demotywacji, że nawet youtube'a nie chciało mi się oglądać. Ale teraz przy tej pseudostabilizacji pewnie też trochę odbije, zwłaszcza jeśli będę słuchał lub oglądał coś przy pracy w domu. Zobaczymy.


21 grudnia 2025

Raport nr 3 (przedświąteczny)

Co tu dużo pisać, szybkie i krótkie podsumowanie z frontu walki o formę i zdrowie.


Dieta i używki

Były lepsze dni. Ale bez serii. Generalnie słabo. Ale przynajmniej mija mi faza na 3bita.


Ciśnienie i waga

Regularność pomiarów spadła bardziej, w przeciwieństwie do ciśnienia. Od ostatniego raportu nie miałem chyba żadnego wyniku poniżej 140/90. Ale z drugiej strony, raz zmierzyłem ciśnienie po jakimś szczególnie przykrym śnie i wynik też był w granicach tego poziomu - czyli kijowo, ale stabilnie. Również moja masa jest zaskakująco stabilna: niezmiennie 105 kilogramów. Możliwe, że częściowo pomaga w jej utrzymaniu ta resztka aktywności fizycznej, o której niżej.


Treningi

No właśnie. Resztkowa. Rower do pracy i po pracy. Trochę spacerów. Trochę w pracy, ale to absolutne minimum. No i marsze na orientację. Pod poprzedni raport łapał się chyba Włóczykij. Teraz był nieco dłuższy: Darżlub. GPS przez aplikację naliczył mi tam ponad osiemnaście kilometrów przy względnie niewielkim posilaniu się. Tydzień później w końcu dłuższa trasa na rowerze w celu znalezienia brakującego punktu z tego Darżluba. GPS wtedy wariował, więc nie wiem, ile zrobiłem, ale szacuję na jakieś trzydzieści, może trzydzieści pięć kilometrów, z czego część, i to nie mała, była nie jazdą, a prowadzeniem roweru - co niekoniecznie oznacza mniejszy wysiłek, jeśli trzeba go było prowadzić przez nierówne, błotniste drogi czy gęste zarośla młodych buków i równie młodych iglaków.

Idą święta, więc i w żywieniu, i w ruchu na razie nie przewiduję znaczącej poprawy. Czy mój plan naprawczy zamieni się w tradycyjne postanowienie noworoczne? Może tak być, chociaż od kilku, czy nawet kilkunastu lat starałem się unikać takich postanowień, a przynajmniej takich typowych podejmowanych z nowym rokiem.


Telefon i sen

Tu też brak oznak poprawy. Przyczyn jest pewnie kilka, ale tu w przeciwieństwie do diety i treningów Boże Narodzenie może być okolicznością sprzyjającą.


19 listopada 2025

Raport nr 2

Kolejne tygodnie i kolejny spóźniony raport z frontu walki o wagę, kondycję i zdrowie.


Dieta i używki

Krótko mówiąc - klapa. Poprawy brak. Okresowa faza na słodycze (najczęściej 3bit...). Kawy mniej, ciągle z mlekiem. Piwo trochę częściej.


Ciśnienie i waga

Regularność pomiarów spadła, ale kiedy już mierzę, to nadal jest wyższe, niż powinno, w okolicach 140/90. Wagę rozpakowałem, ale nie będę się bawił w pomiary tkanki itp., bo musiałbym sobie kolejną aplikację na telefonie zainstalować. Czy naprawdę wszystko musi być teraz połączone z apką? I czy jeśli mnie to irytuje, to jestem starym marudą? A co do pomiarów, to biorąc pod uwagę mój styl żywienia, moja masa jest zaskakująco stabilna: od 104 do 106 kilogramów. Najwidoczniej jest to jakiś metastabilny punkt, z ktorego niełatwo będzie wyskoczyć.


Treningi

Zasadniczo brak. Trochę roweru przed pracą, ale to mniej treningiem owocuje, a bardziej zdjęciami krajobrazowymi na profile: instagramowy i facebookowy.


Telefon i sen

Trudno mówić o poprawie, jak zresztą we wszystkich powyższych punktach. Częściowo jest to związane z moim tradycyjnym "niechcemisieniem", ale może też częściowo z ogólnie średnio stabilnym ostatnio nastrojem. Czy będzie lepiej? Zobaczymy.


30 października 2025

Raport nr 1

No dobra, minęły już ponad dwa tygodnie od czasu postanowienia zmian w stylu życia celem poprawy ogólnego stanu zdrowi, czas więc na jakieś pierwsze podsumowanie. Nie pisałem o tym w poprzednim poście, ale w zamyśle miałem raporty tygodniowe. Jak widać, ten zamysł póki co nie został zrealizowany. Ale do konkretów:


Dieta i używki

Tutaj trudno mówić o poprawie, bo z wymienionch dwa tygodnie temu zamierzeń w jakimś stopniu udało się wykonać jedno: urozmaicenie warzyw i owoców. Do śniadania do pracy zacząłem dodawać sobie surową marchew, wróćiłem do sałaty, trochę urozmaiciłem owoce.

Reszta, czyli ograniczenie słodyczy i nabiału, MŻ czy regularniejsze posiłki - bez większych zmian, chociaż zdarzają się lepsze dni. Bywa, że zjem mniej i po chwili czuję sytość, bywa, że jestem w stanie wytrzymać dzień bez batonika, ale to ciągle daleka droga. Pewną nadzieję daje to, że w pracy zabrali nam automat z jedzeniem z hali. Pytanie, czy na długo, czy na chwilę.

Kawa czasem jest z mlekiem, a czasem czarna - ale zawsze bez cukru. Z alkoholem różnie, ale w sumie przez te dwa tygodnie nie piłem dużo - wczoraj jedno piwo i w zeszłym tygodniu odrobinę nalewki "na spróbowanie", kiedy przelewałem ją ze słoika do butelek.


Ciśnienie i waga

Do pomiarów ciśnienia postanowiłem dodać jeszcze ważenie się. Wcześniej tego nie planowałem, choć na jakimś etapie i tak musiałoby się to pojawić.Ale po prostu nie miałem do tej pory wagi w domu. A teraz kupiłem są jedną za punkty z programu vitay, które się zbliżały do przedawnienia. Odebrałem ją z automatu paczkowego i rozpakowałem z paczki, ale jeszcze nie wyjąłem z właściwego opakowania. ponoć mierzy procent tkanki tłuszczowej i inne cuda - zobaczymy.

Z pomiarem ciśnienia nieco lepiej, mierzę je prawie regularnie, przynajmniej przed drugą zmianą. Niestety widać, że jest nieco podwyższone: są dni, kiedy jest mniej więcej w normie, ale są i takie, kiedy ciśnienie skurczowe sięga 140, a nawet 150 mmHg. Oczywiście wpływ na to ma pora dnia, czynności przed pomiarem i pewnie milion innych czynników, w tym emocjonalnych, dlatego tu też będę musiał popracować nad regularnością i najlepiej porannym pomiarem. Tylko trudno o porany pomiar ciśnienia, kiedy się wstaje do pracy przed piątą rano...


Treningi

To chyba na razie najsłabszy punkt. Ani basenu, ani siłowni, ani spacerów (no, jeden...), ani biegów, a ćwiczenia rehabilitacyjne na kolana tylko raz. Dużo do poprawy, zwłaszcza że syna bardziej pilnuję przy jego ćwiczeniach na wady postawy.


Telefon i sen

Jeśli chodzi o telefon, to chyba jest odrobinę lepiej. Odinstalowałem większość gier chociaż sporo czasu jeszcze spędzam na Youtube i na stronach internetowych. Ale chyba idzie powoli ku dobremu.

Śpię też chyab nieco więcej, choć niekoniecznie lepiej, a z pewnością nadal nie całkiem regularnie. Ale tu też jest mała poprawa. Zobaczymy, jak będzie dalej.


13 października 2025

Dieta, trening i badania

Jestem już tak stary, że łapię się na profilaktyczne badania przesiewowe. Ale ciągle nie dość stary, żeby dostać dodatkowe dziesięć procent do limitu czasu na InO...

Już od dawna wiem, że mam nadwagę, i to znaczącą, nawet jeśli jest stabilna i nawet jeśli niektórzy mówią, że nie widać tego po mnie (znaczy, nie nadwagi, a tego ile wynosi, bo to jednak dwie różne sprawy). Mimo różnych prób przejścia na coś w rodzaju diety (przynajmniej klasycznej MŻ, z ograniczeniem słodyczy czy napojów gazowanych albo innych "pustych kalorii"), nadal brak mi dyscypliny, żeby jakoś w takim improwizowanej diecie przetrwać dłużej niż tydzień.

Do tego od pewnego czasu w trakcie badań przed oddaniem krwi (od kilkunastu, a może nawet już dwudziestu lat jestem aktywnym honorowym krwiodawcą) lekarki zwracają mi uwagę na nieco zbyt wysokie ciśnienie, co z kolei może się wiązać ze zbyt wysokim poziomem cholesterolu, który wyszedł mi w pracowniczych badaniach okresowych dwa lata temu.

Okazuje się więc, że wspomniane na początku badania profilaktyczne chorób układu krążenia mogą być przydatne. Jednak ku mojemu zdziwieniu większość parametrów (morfologia, cukier, cholesterol) wyszła w normie. Lekko podniesione były tylko ciśnienie i trójglicerydy.

Do tego dochodzą moje problemy z kolanami - co prawda ich stan jest stabilny od czasu, kiedy zacząłem regularnie korzystać z rehabilitacji, ale przydałoby się też samodzielnie ćwiczyć coś więcej, niż napinanie mięśni brzucha przy podnoszeniu cięższych przedmiotów w pracy.

No i przydałoby się poprawić trochę wydolność organizmu. Jestem w stanie pieszo przejść spory dystans, ale większe lub bardziej strome górki sprawiają mi już trochę problem. A podejście w wakacje pod Kasprowy to była dla mnie męczarnia, a przynajmniej końcowy odcinek szlaku, gdzie musiałem przystawać nawet co kilkanaście metrów...