czwartek, 18 czerwca 2015

Ścieżki i chaszcze Włóczykija

Po prawie całkowitym wyzdrowieniu i kilku mniejszych spacerach w wejherowskich lasach przyszła pora na udział w jakimś InO. Mój wybór tym razem padł na nieco mniejszą imprezę, można by nawet powiedzieć, że kameralną. W rumskim Włóczykiju wzięło udział co prawda prawie sto osób, ale w większości była to młodzież w różnym wieku, biorąca udział w pucharowych zmaganiach swoich kategorii wiekowych. Trasę TO, na którą się zgłosiłem, zdecydowało się przebyć jeszcze tylko pięć drużyn, z czego jedna - z tego co zauważyłem, weterani wielu inowskich zawodów - zrezygnowała po pierwszym etapie na rzecz plażowania.
Zresztą pogoda (wysoka temperatura i grzejące słońce) zdecydowanie bardziej sprzyjała plażowaniu, niż wędrówkom, co jednak nie przeszkodziło mi zanadto w marszu, zwłaszcza że trasa nie była przesadnie długa, za to dosyć ciekawa. Impreza złożona była z czterech tras, z czego trzy (TD, TM, TJ) zaliczane były do poszczególnych kategorii wiekowych Młodzieżowego Pucharu Województwa Pomorskiego, zaś czwarta (TP) była przeznaczona dla początkujących czy osób, które chciały pospacerować z mapą. "Moja" trasa TO była identyczna z juniorską TJ i składała się z dwóch etapów. Organizatorem było Szkolne Koło Krajoznawczo-Turystyczne Włóczykij z rumskiego Gimnazjum nr 4, które z kolei było bazą imprezy.

Etap 1

Z wyjątkiem trasy TP wszystkie mapy były w ten czy inny sposób modyfikowane, miałem więc po raz pierwszy okazję nie tylko oglądać taką mapę, ale przejść trasę porównywalną z TZ normalnie w czasie zawodów. Było to dosyć ciekawe doświadczenie, szczególnie że mapa każdego z etapów była przekształcona w inny sposób. Wszystkie mapy pierwszego etapu inspirowane były bieżącymi premierami filmowych hitów, jak Minionki czy kolejna część Avengers. Trasa TO narysowana była na kształt dinozaura z Jurassic World. Niektóre z jego łusek nie pasowały do całości, a prawidłowe zamieszczono z drugiej strony mapy, część z nich przy tym obracając i/lub poddając odbiciu lustrzanemu. Przekształcenie to nie było bardzo trudne, choć w paru miejscach zmusiło mnie do dłuższego krążenia w poszukiwaniu właściwego lampionu. Najwięcej problemów miałem z punktem 16 w sektorze Θ, gdzie dopiero po dłuższym czasie zorientowałem się w jednoczesnym obrocie i odbiciu fragmentu mapy, a także z PK 4, gdzie mimo upartego poszukiwanie lampionu nie znalazłem. Zdecydowałem, że jest to prawdopodobnie BPK (czyli lampion nieumieszczony lub zdjęty) i uznałem, że jeśli zdążę, to wrócę i sprawdzę jeszcze raz, a jeśli nie, to na karcie wpiszę owo BPK. Okazało się, że nie tylko nie zdążyłem tam wrócić, ale też nie dałem rady w limicie czasowym zdobyć jeszcze trzech PK położonych najdalej na zachód, choć może ich znalezienie byłoby mniej kosztowne, niż dojście na metę bez nich - lekcja na przyszłość, żeby dokładniej to przeliczać. Zdecydowałem jednak tak, a nie inaczej, co wraz z jedną poprawką na karcie okazało się dać mi piąte na sześć miejsc po tym etapie. Dodam jeszcze, że na obrazku powyżej początek trasy jest trochę przesunięty względem rzeczywistego przebiegu - rejestrację uruchomiłem pomiędzy pierwszym a drugim punktem kontrolnym, przy czym przez pierwsze kilkaset metrów GPS łapał pozycję znacznie bardziej na północ od faktycznej.

Etap 2

Drugi etap na pierwszy rzut oka wydawał się trudniejszy - mapa składała się właściwie prawie wyłącznie z linii dróg, a i to nie wszystkich. Okazało się jednak, że problemy miałem tylko na początku, to jest na Linii Obowiązkowego Przejścia. Najpierw zamiast właściwą drogą szedłem skrajem pola. Potem jakoś szło - zaznaczone głazy narzutowe ułatwiały trochę śledzenie trasy, przynajmniej do momentu, w którym układ dróg przestał pasować mi do narysowanego. W konsekwencji za wcześnie skręciłem (w dodatku w złą stronę) i wylądowałem z powrotem prawie na starcie. Nie pomogły mi nawet znane mi skądinąd odcinki biegnącego tędy czarnego szlaku Zagórskiej Strugi, a właściwie to nawet mnie zmyliły. Było to dobre przynajmniej pod tym względem, że mogłem przejść LOP jeszcze raz, tym razem czujniej i z większą dyscypliną w mierzeniu odległości (parokrokami i czasem). Dalej nie wszytko mi pasowało, choć znalezienie PK 1 potwierdziło, że szedłem dobrą drogą. Przy PK 1 potrzebna była mi też zresztą chwila na upewnienie się co do mojego położenia i ominięcie lampionu-stowarzysza położonego w niewłaściwym końcu wąwozu (swoją drogą, sporo długich, głębokich i wąskich wąwozów mijałem tego dnia). Potem już szło właściwie bez przygód, poza dwoma przypadkami. Na PK 4 znów nie mogłem znaleźć lampionu, mimo że byłem pewien, że jestem we właściwym miejscu - tu jednak okazało się to być moim błędem. Na PK 6 musiałem dokonać poprawki, bo najpierw spisałem punkt stowarzyszony jeden garb za wcześnie. Do mety już szedłem szybko, ale spokojnie, bo chociaż LOP przeszedłem prawie dwa razy, to w czasie zmieściłem się idealnie. Poprawiłem też swoją pozycję - zarówno w tym etapie, jak i w całych zawodach zająłem trzecie miejscie.

Podsumowanie

To trzecie miejsce trudno jednak nazwać powodem do dumy. Wiele rzeczy tu zawiodło - w pierwszym etapie ocena obrotu/odbicia, wyliczenia czasu i punktów karnych, w drugim czujność i dyscyplina w śledzeniu mapy i odległości. Na dodatek absolwentki gimnazjum pokonujące tę samą trasę w kategorii TJ były nawet nie o ligę, a o dwie ligi lepsze - pierwszy etap pokonały z dwoma stowarzyszami, a drugi bezbłędnie. To pokazuje, jak wiele jeszcze przede mną.
Z drugiej strony - ciekawa, dobrze zorganizowana impreza, interesujący teren, miło spędzony czas. Chętnie wezmę udział w innych wydarzeniach tworzonych przez SKKT. Samo Gimnazjum też ciekawe o tyle, że ma klasę turystyczną. Szkoda, że kiedy ja byłem w tym wieku, w Wejherowie nic takiego nie było, choć pamiętam, że zaliczyliśmy parę rowerowych wycieczek w ciekawsze miejsca w okolicy.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz