poniedziałek, 4 lipca 2016

Drogi i bezdroża dziesiątego Rajdu z Kompasem

Ostatni weekend maja od jakiegos czasu jest stałym terminem wiosennego Kaszubskiego Rajdu z Kompasem. Miałem okazję uczestniczyć w dwóch mniejszych imprezach z tej serii, odbywających się w grudniu Mikołajkowym Kompasie 2014 i Mikołajkowym Kompasie 2015. Chciałem też wspólnie z Robertem wystartować w ósmej odsłonie w maju zeszłego roku w Choczewie, ale niestety obu nam przeszkodziły powody zdrowotne własne bądź w rodzinie. Zdecydowaliśmy się nadrobić to udziałem w tegorocznej, jubileuszowej edycji, odbywającej się w Gdyni.


Bazą rajdu była szkoła przy ulicy Orłowskiej, nieopodal mola, na którym zresztą odbył się start wspólny tras rowerowych i dziennych tras pieszych. Punkty kontrolne rozmieszczono na sporym obszarze Gdyni - od Chwarzna do granicy z Sopotem i od Portu do Dąbrowy. Trasa, którą wybraliśmy z Robertem - zielona (21 km) - koncentrowała się wokół Orłowa oraz Małego i Wielkiego Kacka. Część punktów została postawiona w ciekawych krajoznawczo miejscach, a część po prostu w charakterystycznych topograficznie. Do najciekawszych należały te umieszczone przy Jaskini Śpiącego Szweda, koło bunkra nad Kolibkami czy w ciągu starej linii kolejowej do Polifarbu. Inne to klasyka - skrzyżowania, zakręty potoków, rzeźba terenu. Nie brakowało punktów stowarzyszonych, choć nie było ich też przesadnie dużo.


Biorąc pod uwagę niewielki poziom trudności Mikołajkowych Kompasów oraz liczbę drużyn, które zerowały trasy w poprzednich edycjach, mieliśmy ambicje na bardzo dobry wynik, może nawet na podium. Pewne okoliczności trochę nam w tym jednak przeszkodziły. Już na samym początku mieliśmy problem ze znalezieniem pierwszego punktu koło jaskini. Szukaliśmy od góry klifu, gdzie kręta droga trochę utrudniła pomiar dystansu, a sama jaskinia nie robiła z zewnątrz dużego wrażenia, wyglądając z zewnątrz na trochę większą dziurę w ziemi, mimo że faktycznie liczy kilkanaście metrów długości. Drugi poważny błąd popełniliśmy przy przejściu z dwójki na trójkę - i za nic nie przyznam się jaki. Potem była jeszcze chwila nieuwagi przed jedenastką, ale na szczęście nie kosztowała nas zbyt wiele, i moment niepewności na nowo wyremontowanej drodze niedaleko leśniczówki Witomino, ale na szczęście nie kosztowało nas to już tyle czasu, co wcześniejsze błędy. Ostatecznie jednak i tak zrezygnowaliśmy ze zdobywania trzech z piętnastu punktów, częściowo z powodu przekroczonego limitu czasu, a trochę z niechęci do wspinaczki na kolejne górki. Za to wszystkie te, które znaleźliśmy, były prawidłowe. Ostatecznie zajęliśmy szesnaste z trzydziestu sześciu miejsc z trzysta trzydziestoma pięcioma punktami karnymi na koncie.



Muszę jednak przyznać, że choć trasa była ciekawa i dość wymagająca, to jednak organizacyjnie impreza trochę nas zawiodła. Już na wstępie dowiedzieliśmy się, że godziny startowe zostały przesunięte i zamiast o 21.02, startowaliśmy o 20.44 - przy czym na stronie dalej wisiały stare informacje. Było też kilka innych drobiazgów, które na imprezie tej rangi wydały nam się trochę nie na miejscu. Przypuszczam, że następnym razem wybierzemy jednak inny rajd, a po wakacjach z pewnością będzie w czym wybierać (o ile oczywiście inne sprawy pozwolą). Na zakończenie jeszcze nietypowy widoczek w nocnym lesie oraz zapis z navime. Zainteresowanym mogę podesłać link do trasy na 3drerun.




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz