wtorek, 29 grudnia 2015

Keszowanie w dolinie Redy (2): Jaz w Bolszewie

W poprzednim wpisie wspomniałem o kładce nad Kanałem Redy. Dziś o innym obiekcie położonym nad tym kanałem, a mianowicie o jazie w Bolszewie. W jego pobliżu była już kiedyś skrzynka, ale przestała być aktywna jakiś czas temu. Ale w jej miejsce została założona kolejna: Śluza w Bolszewie Reaktywacja. Poniżej parę słów o niej i o kanale.



Kanał Redy został przekopany w celu transportu marglu jeziornego z jeziora Orle do założonej w 1872r. cementowni w Wejherowie. Był w tym celu wykorzystywany do 1963r., niejako przy okazji będąc miejscem rekreacji. Później został trochę zaniedbany, pamiętali o nim przede wszystkim wędkarze. Od jakiegoś czasu widać jednak większe zainteresowanie władz kanałem, przede wszystkim pod względem promowania turystyki wodnej. W Orlu powstała przystań kajakowa (na zimę zdemontowana), poza tym w kilku miejscach w Orlu i Bolszewie jest kilka mniejszych mostków, w pobliżu których można znaleźć wypożyczalnie kajaków.
Kanał Redy dla kajakarzy nie jest przesadnie wymagający. Bardzo słaby nurt, spora szerokość, długie proste i względnie łagodne zakręty sprawiają, że świetnie nadaje się dla początkujących. Spław uprzyjemniają towarzyszące krajobrazy - lasy Puszczy Darżlubskiej, zabudowania wsi, nadrzeczne łąki. Dla spragnionych większej dawki adrenaliny jest jeszcze samo jezioro, a także zdecydowanie trudniejszy górny bieg rzeki.
Jeśli kogoś interesuje więcej informacji o Kanale, to odsyłam do filmiku na stronie Twojej Telewizji Morskiej (ok. 20 minut).



Sam jaz jest ustawiony tuż poniżej ujścia rzeki Bolszewki do Kanału. Umiejscowiony w ciągnącym się wzdłuż brzegów wale odprowadza nadmiar wody do starego koryta Redy. Mimo stosunkowo niedużych rozmiarów robi spory hałas słyszalny z odległości kilkudziesięciu metrów. Drugim brzegiem Kanału biegnie nieczynna linia kolejowa Wejherowo-Lębork z odnogą do nieukończonej elektrowni w Kartoszynie, z mostem na Bolszewce. W oddali za łąkami widoczne są zabudowania Bolszewa, przede wszystkim wciąż rozbudowywane osiedle Orlexu.



Do kesza ukrytego wchodniej stronie jazu, poniżej wału, podchodziłem trzy razy, za każdym razem podjeżdżając rowerem w drodze do lub z pracy, trasą przez Migę, o której pisałem ostatnio. Za pierwszym razem nie szukałem długo - wracałem z nocnej zmiany, było jeszcze ciemno, nie miałem przy sobie latarki, a poszukiwania utrudniała temperatura bliska zeru. Drugie podejście było jeszcze krótsze: wokół jazu kręciło się kilku ludzi, przy których nie chciałem ujawniać skrzynki. W końcu za trzecim razem się udało. Rozmiarowo był to największy kesz, jaki znalazłem, a jednocześnie pierwszy, przy którym wykazałem się takim uporem w przypadku niepowodzenia. Mam nadzieję, że przy następnych nie będzie to konieczne, choć od tego czasu zaliczyłem już kilka niepowodzeń.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz