niedziela, 15 lutego 2015

Weekendowe drogi przedśniegołazowe (1)

Śniegołazy już za niecały tydzień, w najbliższą sobotę, więc ten weekend postanowiłem poświęcić na lekki (przynajmniej w porównaniu z samą imprezą) trening. W sobotę zrobiłem sobie wędrówkę po Puszczy Darżlubskiej na północ od Wejherowa, a w niedzielę wziąłem udział w treningu InO Z Mapą do Lasu w okolicach Chwarzna.
Sobotni marsz zacząłem w okolicach południa. Zachęciła mnie do tego przede wszystkim pogoda - świecące słońce i mocno dodatnia temperatura, która spowodowała też, że na cienki polar założyłem tylko letnią kurtkę, a i tak było mi ciepło przez większość trasy. Pogoda sprawiła mi jednak też małą niespodziankę - jeszcze na terenie Wejherowa w okolicach osiedla Orlexu na Necla zauważyłem lekką mgłę, która gęstniała wraz z tym, jak zbliżałem się do rzeki Redy. Na moście w ciągu ul. Konopnickiej widoczność nie przekraczała stu pięćdziesięciu metrów - prawie nie widziałem lasu, od którego oddzielał mnie tylko pas łąk. Mgła jednak szybko też znikła, kiedy już do lasu wszedłem.

Następnych kilka kilometrów szedłem znaną mi już drogą na północ, z przerwą na zrobienie pętli po duktach, gdzie wiosną zeszłego roku trochę błądziłem między młodymi buczynami; na szczęście tym razem nie miałem tego problemu. Pojawił się jednak później, kiedy po krótkim odpoczynku pod leśną wiatą i minięciu krzyżówki z drogą na Kąpino opuszczałem śródleśną polanę, na mapach określaną nazwą Głazica. Kierowałem się z niej na północ, potem skręciłem na północny wschód z zamiarem powrotu na większą drogę prowadzącą do Sławutowa i Darżlubia, a dalej na Puck. W międzyczasie droga, którą szedłem, najpierw zmieniła się w ścieżkę, a potem rozpłynęła się w bukowym lesie, na szczęście już nieco starszym i łatwiejszym do przebycia, a moja świadomość pozycji na mapie przeszła z tutaj na 100% do mniej więcej gdzieś w tej okolicy. Zresztą mapy, które miałem przy sobie, też były średnio pomocne - jedna była słabym przedrukiem skądinąd niezłej mapy topograficznej, a druga miała za małą skalę i dokładność na wyznaczanie dokładnej pozycji.
Następne kilka kilometrów kierowałem się z grubsza na północny wschód mniejszym dróżkami, na które natrafiałem, potem bardziej na wschód i w końcu na południe, próbując dopasować układ dróg i terenu do mapy. Ostatecznie zorientowałem się natrafiwszy na słupek z numerami oddziałów leśnych, podobny do tego ze zdjęcia. Jeśli wie się jak z nich korzystać i ma się odpowiednią mapę (zaletą tych, które miałem, była zapisana numeracja oddziałów), są bardzo pomocne. Szkoda, że mapy na InO przeważnie są albo oryginalnie bez numeracji, albo z numeracją usuniętą - ale inaczej byłoby za łatwo.
Od tego słupka dalej poszedłem drogą przez przecinkę stanowiącą granicę oddziałów, której południowy fragment był niepokojąco podmokły. Trafiłem w okolice Suchego Stawu - zbiornika z wodą do gaszenia ewentualnych pożarów lasu znajdującego się pośrodku sporej podłużnej doliny, wypełnionej kałużami, małymi stawkami i przede wszystkim podmokłymi łąkami. Latem jest to całkiem malowniczy widok, teraz jednak łyse krzewy nad stawem nie robiły aż takiego wrażenia. Przy okazji - wzdłuż jednej z dróg przy małej pętli na początku trasy mijałem szereg stawów z małymi tamami, stanowiących element systemu tzw. małej retencji wodnej, mającej rozmaite cele, m. in. urozmaicenie środowiska czy dostarczenie wody dla zwierzyny. Poniżej przykład takiego zbiornika, choć pochodzący z innego miejsca (ze strumienia niedaleko ul. Chopina w dolnym Kąpinie).
Znad Suchego Stawu i jego doliny ruszyłem na południe kamienistą Muchową Drogą. Jest to nazwa z map topograficznych, być może pochodząca z lokalnej tradycji, ja jednak nie mogłem znaleźć wyjaśnienia tej nazwy. W okolicy Wejherowa nie ma wiele nazwanych dróg leśnych, ale jest ich sporo na terenie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego w rejonie Gdańska i Sopotu, o czym wspominałem przy okazji wędrówki żółtym szlakiem Trójmiejskim. Droga ta jest też fragmentem leśnego szlaku konnego Nadleśnictwa Wejherowo. Żadnych jeźdźców co prawda nie spotkałem, za to biegaczy owszem; jeden z nich nawet udzielił mi w biegu informacji, gdy zastanawiałem się nad skrzyżowaniem wyglądającym nieco inaczej niż moje jego wyobrażenie na podstawie mapy.
W końcu droga sprowadziła mnie w głęboką dolinę prowadzącą mnie do redzkiego Betlejem (jej zbocza sięgały spokojnie dwudziestu-trzydziestu metrów). Dotarłem nią do miejsca, gdzie w maju opuściłem niebieski szlak Krawędzią Kępy Puckiej i dalszą część trasy postanowiłem przejść wzdłuż tego brakującego odcinka. Z początku, podobnie jak odcinek szlaku nad Betlejem, wił się krawędzią wysoczyzny, m. in. przekraczając spory strumyk spływający tu do Redy. Dalej skręcał na redzką ulicę 12 Marca stanowiącą jeden ciąg z wejherowską ul. Fenikowskiego. Właśnie tą ulicą, dotarłem w towarzystwie zachodzącego na czerwono słońca do mostu, gdzie zaczynałem pętlę.
Trasę zakończyłem niedaleko Lidla na ulicy Gdańskiej, przebywszy trochę ponad dwadzieścia jeden kilometrów (a planowałem około piętnastu). Nie czułem się jednak zbytnio zmęczony, bardziej dokuczały mi łopatki, a to przez to, że zamiast plecaka miałem tym razem torbę na ramię.

Jeszcze parę słów o niebieskim szlaku. Z mostu prowadzi on dalej przez północne Śmiechowo, Osiedle Kaszubskie i wejherowskie śródmieście do dworca PKP. Na tej trasie warta wspomnienia jest przede wszystkim dolina Cedronu pomiędzy ulicami Partyzantów a Rzeźnicką. Po niedawnej budowie tam chodnika wraz ze ścieżką rowerową (fragment dłuższej trasy) stało się to nieco bardziej uczęszczane miejsce niż wcześniej, kiedy był tam tylko wąski chodnik i zaniedbany trawnik z kilkoma drzewami i zaroślami nad rzeką. Mnie jednak stara wersja podobała się chyba bardziej - było zdecydowanie więcej zieleni, a całość przypominała mi trochę dziki ogród w stylu angielskim. Aczkolwiek nie powstrzymuje mnie to przed korzystaniem z tego ciągu.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz