Znów dłuższa przerwa między raportami, ale niedługo minie rok od "postanowienia" o treningach i diecie, więc jakaś aktualizacja by się przydała. Były próby diety i ruchu, ale ciągle mało konsekwentne. A zdrowie się nie poprawia...
Dieta i używki
Są próby poprawy - ale z tym mam chyba większy problem, niż z ruchem - przynajmniej, jeśli chodzi o siłę woli na dłuższą metę. Wytrzymanie dłużej niż parę dni bez czegoś słodkiego nadal jest dla mnie wyzwaniem, chociaż może trochę mniejszym, niż na przykład przed wakacjami. Przynajmniej nie mam ostatnio jakiejś poważniejszej fazy na kupowanie i zjadanie jakiegoś konkretnego typu czekolady czy batonika (choć nadal jako sposób na dodatkowe popkrzepienie zabieram Góralki do pracy...).
Trochę lepiej jest, jeśli chodzi o ograniczenie mleka - bywają płatki rano, kiedy nie mam czasu ani chęci na robienie jakiegoś konkretniejszego śniadania, ale mleko jako takie piję ostatnio mniej, zwłaszcza odkąd po zmianie stanowiska duuużo rzadziej piję kawę w pracy. Może chociaż to przyczyni się do ustabilizowania cholesterolu i odrobinę zmiejszenia spożycia kalorii...
Ciśnienie i waga
Kijowo, ale stabilnie. I ciśnienie, i waga. Przy ciśnieniu ta stabilność nie jest zła (mimo że jest zauważalnie wyższe, niż powinno), przy wadze jest już poważniejszym problemem (nadal nie daję rady zejść poniżej 108kg), a kolana coraz bardziej to odczuwają. A niektóre z moich aktywności ruchowych jeszcze je dobijają...
Treningi
Stałych i stabilnych treningów nadal brak. Ale rowerem nadal do pracy dojeżdżam, a nawet od czasu do czasu próbuję jakichś tras treningowych - ale nadal bez ciągłości. A wspomniana zmiana stanowiska i związany z nią mniej przewidywalny grafik też nie ułatwiają sprawy.
Brakuje czasu na basen czy siłownię, ale nadal spaceruję i maszeruję na orientację. Co ciekawe, w Pucharze KInO po czterech imprezach nadal prowadzę w klasyfikacji generalnej, w części dzięki udanym startom (w duecie z Darkiem i samodzielnie) od samego początku sezonu, ale w części też dlatego, że niektórzy z najpoważniejszych rywali nie startowali we wszystkich punktowanych marszach.
No i jest jeszcze halowa piłka nożna, dzięki dofinansowaniu mojego pracodawcy. Po wrześniowym wznowieniu gier wziąłem udział tylko raz - w środę przed tygodniem - ale nadal odczuwam tego skutki. Broniąc bramki pogorszyłem stan nadgarstka, nadwyrężonego kilka tygodni wcześniej w pracy, a grając w polu wymęczyłem kolana - w szczególności prawe. Od tego czasu trochę się uspokoiło, ale nadal po lekkim obciążeniu zaczyna kłuć i trzyma tak kilka-kilkanaście minut. Do tego pojawiło się też coś, co początkowo uważałem za zakwasy lub skurcz mięśnia łydki, a co od kilku dni zaczyna przypominać naciągnięcie ścięgna Achillesa, w dodatku promieniujące na kostkę. Sport to zdrowie, co nie?
Ortopeda za tydzień, w sobotę. A potem kolejna seria rehabilitacji, zaplanowana już wcześniej.
Telefon i sen
Telefonu trochę mniej. Jest też nieco inaczej używany. Czy lepiej? Być może. Co do snu - czasem kładę się wcześniej, kiedy następnego dnia muszę wcześniej wstać (kolejny efekt zmiany stanowiska...). Może też ogólnie trochę więcej śpię, choć trudno to potwierdzić - nie prowadzę takich statystyk. Może trzeba zacząć?
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz