wtorek, 13 października 2015

Wanoga po Kalwarii i okolicach

Po raz czwarty w Wejherowie w pierwszy weekend odbył się Festiwal Przygody Wanoga. Wspominałem o nim w poprzednim poście w związku z zamiarem startu w towarzyszącym mu rajdzie na orientację, chyba też udostępniałem też coś na facebooku. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się o imprezie więcej, zapraszam na jej stronę czy poświęcone jej relacje w lokalnej telewizji TTM i na portalu nadmorski24.pl. Ja napiszę o samym festiwalu tylko kilka słów, a nieco więcej o "rajdzie".


O festiwalu

O Wanodze słyszałem już w zeszłym roku, ale jakoś nie mogłem wtedy wziąć udziału. Zresztą w tym roku też miałem trochę czasu tylko ostatniego dnia, czyli w niedzielę. Ogólnie średnio mi się widzą takie pokazy slajdów - w moim odczuciu są one raczej umiarkowanie interesujące. Pierwsza z dwóch prezentacji, które widziałem, tylko potwierdziła to podejście. Druga była już o wiele ciekawsza, głównie ze względu na osobowość, charyzmę i poczucie humoru Mieczysława Hajera Bieńka opowiadającego o swojej podróży rowerem przez Kirgistan i Kazachstan. Jego wystąpienie było na tyle ciekawe, że może nawet kupię jego książkę, choć nie jestem fanem literatury podróżniczej.
Sam festiwal z tego co widziałem i słyszałem zorganizowany był bez zarzutu, a inne prezentacje mogły być również interesujące. Jeśli więc ktoś lubi takie imprezy, śmiało może w przyszłym roku przyjechać do Wejherowa.

O rajdzie na orientację

"Rajd" to może trochę za duże słowo. Po regulaminie, w którym określono limit czasowy na pięć godzin, spodziewałem się trasy liczącej około piętnastu lub dwudziestu kilometrów, być może opartej na punktach Zielonego Punktu Kontrolnego albo pokazującej nieznane szerzej interesujące miejsca w okolicy Wejherowa (na przykład grodzisko na Górze Zamkowej). Tymczasem trochę się rozczarowałem, podobnie jak kilku innych uczestników.
Trasa okazała się liczyć sześć kilometrów w liniach prostych między punktami kontrolnymi, a limit czasowy skrócono do trzech godzin. Już po krótkim przeglądzie mapy kojarzyłem większość miejsc, w których rozmieszczono lampiony. Nawigacyjnie też nie było wielkiego wyzwania, może poza przejściem przez dopływ Pętkowickiego Potoku. Punkty rozmieszczono m. in. na Kalwarii, koło stadionu na Wzgórzu Wolności, nad Żabim Stawem, czy w miejskim Parku im. Majkowskiego (zdjęcie powyżej). Limit czasowy skrócono do trzech godzin, a całość pozostawiła pewien niedosyt.
Z drugiej strony, dystans i poziom trudności były dobrane tak, że szło się cały czas chętnie, nie miałem momentów kryzysu czy utraty chęci, jakie zdarzają mi się na dłuższych trasach. Wydaje mi się, że byłaby to też dobra impreza dla początkujących, zachęcająca do takich wypraw, albo dla rodzin z dziećmi (których nie było wiele), czy dla przyjezdnych nie znających Wejherowa i Kalwarii tak dobrze, jak tubylcy. Ot, przyjemny spacerek w niedzielne przedpołudnie (nawet mimo początkowo lekko kropiącego deszczu), który chętnie przeszłoby się jeszcze raz, ale jak już wspomniałem, niekoniecznie pasujący do określenia "rajd".

Fotki z rajdu


Na wysepkę na Żabim Stawie dalej można przejść suchą stopą:

Niektórzy pomylili lampiony z naszego rajdu ze słupkami Zielonego Punktu Kontrolnego:



I chyba najmniej oczywisty punkt na trasie, czyli zbiornik wody dla wejherowskich wodociągów:



I jeszcze mapka z przemarszu:


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz