niedziela, 4 stycznia 2015

Staro- i noworoczne drogi

Okres świąteczno-noworoczny i związane z nim sprawy raczej słabo sprzyja leśnym wędrówkom, głównie dlatego że trudniej jest wygospodarować czas na coś więcej niż krótki spacer. A i pogoda nie była w te święta przesadnie łaskawa. Niemniej udało mi się wyjść i kilka dróg pozwiedzać, łącząc to z krótkimi, treningowymi marszami na orientację.
Marsze czy biegi na orientację poza oczywiście walorami rekreacyjno-rywalizacyjnymi są dla mnie też motywacją do wypraw w miejsca, gdzie w innych okolicznościach z takich czy innych przyczyn nie zapuściłbym się albo wybrał się tam nieprędko, a miejsca t mogą być całkiem ciekawe i warte odwiedzenia. Podobnie było z dwoma niedzielnymi treningami Z Mapą do Lasu, organizowanymi przez UKS "Azymut 45". W pierwszym brałem udział w ostatnią niedzielę starego roku, w Sopocie, a w drugim w pierwszą niedzielę 2015 roku, w Gdyni Dąbrowie. Z pewnością będę brał udział w następnych, choć oczywiście nie za każdym razem. Niektórzy z czytelników być może zauważyli, że na panelu po lewej stronie pojawiły się wycinki z bloga Z Mapą do Lasu z informacjami o następnych edycjach, więc chętnych zapraszam do udziału.

Klub UKS "Azymut 45" zasadniczo specjalizuje się w biegach na orientację, ale organizowane przez niego treningi pod nazwą Z Mapą do Lasu są otwarte dla wszystkich chętnych i umożliwiają spróbowanie swoich sił na trasach o różnym stopniu trudności, oznaczanych R, A, B i C. Trasa R jest najkrótsza i ogólnie przeznaczona dla początkujących oraz rodzin z małymi dziećmi. Trasa A jest nieco dłuższa, ale również łatwa dla początkujących i również chętnie wybierana przez rodziny. Trasy B i C są odpowiednio dłuższe i trudniejsze. Hardkorowcy mogą spróbować każdej trasy z mapą bez zaznaczonych dróg. Warto tu dodać, że są to mapy (z drogami i bez) i trasy różniące się od typowych marszowych m. in. brakiem pułapek w postaci punktów stowarzyszonych.
Na treningu w Sopocie 28 grudnia wybrałem trasę A, liczącą po liniach prostych między punktami ok. 3 km, głównie ze względu na chłód i sypiący śnieg. Później trochę żałowałem, bo pogoda nie była aż taka zła, zobaczyłem parę ciekawych miejsc, a na dłuższej trasie pewnie zobaczyłbym więcej. Baza znajdowała się przy ul. Moniuszki, na parkingu ponad stawem Morskie Oko, nieco poniżej Opery Leśnej, wokół której prowadziła moja trasa. Z miejsc, które napotkałem, polecić mogę odwiedzenie Łysej Góry (z wyciągiem narciarskim!), pozostałości skoczni narciarskiej (nadmorskie uzdrowisko ośrodkiem sportów zimowych!) oraz punkt widokowy na Wzniesieniu Strzeleckim, gdzie z pewnością wrócę z aparatem fotograficznym, by ująć na zdjęciach rozciągającą się stamtąd panoramę Sopotu. Poniżej oczywiście zapis trasy z navime:

Dzisiaj w Gdyni Dąbrowie też było parę uroczych miejsc, ale właściwie teren nie różnił się znacząco od innych obszarów Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Powiedzmy, że za warte wspomnienia uznaję fragmenty czarnego szlaku "Zagórskiej Strugi", jakbym kiedyś miał zamiar przejść go w całości albo nawet sam odcinek gdyński. Impreza różniła się też od typowych pod tym względem, że tym razem zastosowano tzw. scorelauf, czy zamiast punktów karnych za ominięcie lub błędne spisanie punktu kontrolnego, liczyła się suma punktów z oznaczeń poszczególnych lampionów. I o ile zazwyczaj zwycięża największa suma, o tyle tu każda trasa miała za zadanie tak dobrać PK, żeby suma osiągnęła konkretną wartość, w przypadku wybranej przeze mnie trasy B wartość ta wynosiła 731, co wymagało odwiedzenia piętnastu z dwudziestu dostępnych punktów kontrolnych (lub mniej, jeśli ktoś wybierał dalsze punkty, albo więcej, jeśli ktoś wolał lampiony bliżej bazy). Zajęło mi to godzinę i osiemnaście, a pokonałem w tym czasie około 5,4 km (organizatorzy szacowali trasę B na 4,6 km). Byłoby szybciej, gdybym przy jednym z punktów nie zgubił drogi, a pod koniec nie musiał wyliczyć dokładnie dalszej trasy, żeby osiągnąć dokładnie 731 punktów. Poniżej zapis z navime.

Następny trening będzie w sobotę, 10 stycznia, ale ten sobie odpuszczę. Być może (zależy to od kilku czynników) pójdę za to na zawody w niedzielę 11 stycznia, również organizowane w Gdyni, niedaleko dzisiejszego miejsca treningu, ale nieco dalej na południe, nad potokiem Źródło Marii, w trójkącie między ulicami Chwaszczyńską i Kielnieńską a Obwodnicą. Więcej informacji tutaj i tutaj. Wspomnę jeszcze, że zawody nazywają się podobnie jak te z października, które odbywały się w Wejherowie, czyli "Chaszcze" (orienteerzy chyba lubią to słowo) i zaliczają się do Pucharu Pomorza Gdańskiego (choć jeszcze za zeszły rok, z powodu przesunięcia terminu). Ktoś jest chętny? Dajcie znać.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz