niedziela, 6 listopada 2016

Ścieżki i chaszcze Włóczykija pod Dębogórzem

Dwudziesty drugi dzień października w tym roku wypadał w sobotę. Udało mi się wymigać od a zamiast tego rano i po południu spędziłem trochę czasu z rodziną, a w okolicach południa wysilałem umysł i nogi startując w kolejnej edycji rumskiego InO Włóczykij, tym razem odbywającej się nie w Rumi czy lasach między Szmeltą a Zbychowem, tylko w malowniczym krajobrazie zachodniej krawędzi Kępy Oksywskiej.
Bazą był ośrodek jeździecki Wild West Ranch położony tuż przy granicy lasu, oddzielony od niego właściwie tylko linią kolejową prowadzącą do wojskowej bazy paliwowej koło Kazimierza. Nawet chwilę przed startem przejeżdżał nią pociąg z cysternami i jeden z współuczestników zażartował, że z tego powodu powinno nam się dodać minuty do limitu. Starty interwałowe zaczęły się od godziny jedenastej, a ja wyruszyłem w trasę kilkanaście minut później.


Na pierwszy rzut oka mapa nie wyglądała na przesadnie trudną. Ot, kilka kołowych wycinków (niemodyfikowanych, zlustrowanych albo obróconych) dołączonych do bazy, którą była drożnia z nielicznymi uzupełnieniami - krótko mówiąc, nic z czym bym się już wcześniej nie spotkał. Jednak już poszukiwanie pierwszego punktu kontrolnego zmieniło moją opinię - znalezienie go zajęło mi trochę czasu. Nie wiem, czy powodem była niedokładnie odmierzona odległość, czy nadmiar dołów w przeczesywanej okolicy. Ostatecznie znalazłem punkt (oczywiście w otoczeniu stowarzyszy) nieco bliżej startu niż się go spodziewałem, ale zgadzał się dystans do drogi biegnącej na północ od punktu.
Drugi PK to pierwszy z wycinka. Wycinka obróconego, ale mimo to bez wątpliwości co do prawidłowości lampionu na skrzyżowaniu. Za to PK3 był chyba najbardziej niefortunny na całej trasie. Wnioskując z wyników, wszystkie drużyny (również ja) wzięły pierwszy napotkany lampion, wiszący na skrzyżowaniu przed zakrętem drogi, nieco wcześniej, niż powinien (zależnie od opinii było to 30-50 metrów). Po jego spisaniu skręciłem w prawo, by po dwustu metrach natrafić na rozwidlenie, które oznaczało, że popełniłem błąd. Poszedłem na północ do skrzyżowania ze skarpą, a potem następną ścieżką wróciłem w okolice PK3, znajdując kolejny lampion na nieco dalszym skrzyżowaniu. Niewiele myśląc, dokonałem przebitki, sugerując się przede wszystkim układem dróg, chociaż odległości niezbyt mi się zgadzały. Późniejsza analiza śladu GPS tylko powiększyła moje wątpliwości - nie jestem pewien, czy układ dróg w tej okolicy nie zmienił się od czasu jego umieszczenia na mapach. Chciałem to jeszcze sprawdzić w następnym tygodniu, ale niestety zabrakło mi na to czasu.
Potem było już trochę łatwiej, choć niekoniecznie wygodniej. Pojawiły się ścieżki w gęstwinie, piaszczyste drogi, a także wspinaczka po wzgórzach - dało się odczuć, że przechodziłem od równinnej doliny na skraj morenowej Kępy Oksywskiej. Z większością pozostałych punktów nie miałem problemów, niezależnie od przekształceń. Tylko przy niektórych miałem wątpliwości. Przy PK5 początkowo zaszedłem trochę za daleko, myląc nieco odległości. Na PK9 nie byłem pewien, czy wycinek został zlustrowany, ale słusznie uznałem, że owszem. Dużo wahań i krążenia miałem też na jedenastce, co do której zgłosiłem swoje uwagi już na mecie. Wpisałem tam BPK (brak punktu kontrolnego), przekonany, że we właściwym miejscu lampionu nie było. Darek, który zachęcony przeze mnie też startował na tej trasie, był tego samego zdania, choć na karcie spisał lampion wiszący na sąsiednim grzbiecie. Też się nad tym zastanawiałem, ale uznałem, że to jednak trochę za daleko. Budowniczy trasy, pani Kornelia, uznała nasze wpisy na równi z wzorcowym.
Ostatecznie dotarłem z powrotem do bazy przekraczając podstawowy limit czasu o kilka minut, na dodatek gubiąc kartę startową po drodze z ostatniego punktu. Na szczęście udało mi się znaleźć ją dzięki szybkiemu kursowi rowerem. We wstępnych wynikach okazało się, że mam najlepszy wynik, kasując punkty karne tylko za przebitkę na PK3 i za względnie niewielkie spóźnienie. Dało to oczywiście sporą satysfakcję. Ciekawe, czy tak dobrze by mi poszło, gdyby to nie było TO, a na przykład TZ.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz