czwartek, 29 grudnia 2016

Z dala od kaszubskich szlaków: Góry Żytawskie

W założeniu blog miał traktować o moich wędrówkach drogami Kaszub. Głównie leśnymi, ale nie tylko. Co prawda z czasem tematyka trochę się rozszerzyła - przede wszystkim o relacje z imprez na orientację, ale w budowie ciągle jest kilka wpisów poświęconych mapom (od dawno ciągnęło mnie do kartografii). Ciągle jednak było to bardziej lokalne, w granicach Pomorza. Kiedy więc pojawiła się pierwsza od lat okazja wyjazdu w góry, początkowo nie planowałem jej tu opisywać, jednak po pewnym wahaniu (i za namową Darka, który wyjazd zaplanował i zorganizował) stwierdziłem: czemu nie. Oto więc relacja (a może bardziej fotoreportaż) z naszego wypadu w Góry Żytawskie w długi weekend przy Święcie Niepodległości.



wtorek, 27 grudnia 2016

Drogi i bezdroża arturiańskiego Darżluba

Pierwszy weekend grudnia to tradycyjny już termin Darżluba. Tegoroczny był już czterdziestą pierwszą edycją, a trzecią - po Kartuzach i Wejherowie - w mojej dotychczasowej karierze. Tematem przewodnim był król Artur wraz ze swoimi rycerzami, a w Camelot zamieniona została szkoła w Swarożynie koło Starogardu Gdańskiego. Organizacyjnie jak zwykle impreza stała na przyzwoitym poziomie, pogoda - poza nadspodziewanie dużą ilością śniegu - raczej dopisała. A co do reszty... po kolei.

niedziela, 6 listopada 2016

Ścieżki i chaszcze Włóczykija pod Dębogórzem

Dwudziesty drugi dzień października w tym roku wypadał w sobotę. Udało mi się wymigać od a zamiast tego rano i po południu spędziłem trochę czasu z rodziną, a w okolicach południa wysilałem umysł i nogi startując w kolejnej edycji rumskiego InO Włóczykij, tym razem odbywającej się nie w Rumi czy lasach między Szmeltą a Zbychowem, tylko w malowniczym krajobrazie zachodniej krawędzi Kępy Oksywskiej.
Bazą był ośrodek jeździecki Wild West Ranch położony tuż przy granicy lasu, oddzielony od niego właściwie tylko linią kolejową prowadzącą do wojskowej bazy paliwowej koło Kazimierza. Nawet chwilę przed startem przejeżdżał nią pociąg z cysternami i jeden z współuczestników zażartował, że z tego powodu powinno nam się dodać minuty do limitu. Starty interwałowe zaczęły się od godziny jedenastej, a ja wyruszyłem w trasę kilkanaście minut później.


niedziela, 9 października 2016

Drogi i bezdroża Jesiennego Tułacza w Szemudzie

Jesienna, dwudziesta siódma edycja Rajdu na Orientację Tułacz była dla mnie pierwszym InO, w którym wziąłem udział od czasu majowego Kompasu. Od podobnego czasu nie wyprawiałem się też pieszo na takim dystansie. Z kilku powodów byłem jednak przekonany, że wynik nie będzie zły. Jako taką formę przez wakacje utrzymywałem jeżdżąc na rowerze na różnych dystansach i oczywiście do pracy. Nie porywałem się też na żadną z dłuższych i trudniejszych tras - dwudziestka piątka wydawała mi się odpowiednia. No i przede wszystkim startowałem razem z Darkiem - wspominałem go już tutaj przy okazji organizowanego przez niego Marszu na Orientację w Domatówku, a ostatnio na fanpage'u w związku z jego udziałem w budowie tras niedawnego Rajdu z Kompasem w Rumi. Ostatecznie nie poszło tak dobrze, jak byśmy chcieli, a o tym dlaczego więcej piszę poniżej.
Bazą tej edycji był Szemud, a konkretnie Hala Widowisko-Sportowa Gminnego Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji przy tamtejszej Szkole Podstawowej. Odbywała się w nocy z pierwszego na drugiego października. Około dziewiętnastej byliśmy już z Darkiem na miejscu - mieliśmy względnie wczesną, 29. minutę startową. Rozłożyliśmy się na sali, wypełniliśmy formalności, poczęstowaliśmy się drożdżówkami i ciągle siąpiącym deszczu ruszyliśmy w trasę.



poniedziałek, 12 września 2016

W księżycową jasną noc czarnym i czerwonym szlakiem

Weekendy w maju pozwalały cieszyć się ładną pogodą. W jeden z nich - a konkretnie w sobotę 21 maja - umówiłem się z Robertem na nocną wyprawę którymś szlakiem turystycznym na Pomorzu. Rozważaliśmy różne opcje - któreś ze szlaków w Trójmieście, na wybrzeżu Bałtyku lub Zatoki Puckiej, w okolicach Lęborka... Ostatecznie padło na trasę z Rumi do Wejherowa, kombinowaną z dwóch szlaków wyznaczonych przez PTTK. Jednym z nich był czarny szlak Zagórskiej Strugi, a drugim czerwony Wejherowski. Dołączyli do nas również Szymon i Andrzej.
Według informacji ze strony nasza trasa powinna mieć długość około 35km, nie licząc dojścia z rumskiego dworca do szlaku. Liczyliśmy, że uda nam się to przejść w jakieś siedem do ośmiu godzin. Zebraliśmy się około osiemnastej na rumskim dworcu kolejowym i jeszcze przy mocno grzejącym słońcu ruszyliśmy w drogę.