poniedziałek, 27 marca 2017

Widoki z Góry Zamkowej nad Jeziorem Żarnowieckim

Zbliżające się Manewry SKPT oraz przymusowy urlop wraz z chwilową poprawą pogody stworzyły pretekst i okazję do pierwszego od dwóch miesięcy spaceru w terenie leśnym, poza Wejherowem. Po krótkim namyśle z kilku potencjalnych terenów do wędrówki wybrałem najmniej mi znane lasy po wschodniej stronie Jeziora Żarnowieckiego, z pozostałościami grodziska na Górze Zamkowej jako głównym celem.
Poniedziałkowe popołudnie było dosyć słoneczne i choć temperatura nie przekraczała dziesięciu stopni, to kiedy wiatr nie wiał zbyt mocno, dało się bez problemu iść na samej bluzie. W kilku miejscach było trochę kałuż i błota, ale ogólnie było w miarę sucho, czyli warunki do szwendania się były całkiem dobre.


wtorek, 14 marca 2017

Domatowo i Domatówko, czyli ścieżki i chaszcze IX Marszu na Orientację

Przyszła trzecia niedziela stycznia, a z nią długo oczekiwany Marsz na Orientację w Domatówku. Choć właściwiej byłoby tym razem napisać, że z Domatowa do Domatówka, jako że do organizacji dołączyło kolejne, sąsiednie sołectwo w Gminie Puck. Trochę zmieniło to charakter rajdu - zamiast powszechnego zazwyczaj kółka, trasa była liniowa.
Chwilę po dziesiątej rano imprezę otwarto w remizie OSP w Domatowie. Po kilku słowach od organizatorów parę słów na temat tras powiedział Darek - pomysłodawca marszy i budowniczy tras. Wspomniał między innymi, że z powodu dużej ilości śniegu w niektórych miejscach w lesie usunął z obu tras po jednym punkcie kontrolnym. Na długiej trasie, na której startowałem, był to PK5. Po tym organizacyjnym wstępie zaczęły się starty kolejnych drużyn w trzyminutowych interwałach. Ja w drogę ruszyłem o 10.47.
Myśląc wcześniej o tym starcie nastawiałem się na walkę o zwycięstwo, ale już w niedzielę przyjąłem nastawienie odwrotne, niż na ostatnim Darżlubie. Mianowicie zamiast sprawdzać dokładnie wszystko, zamierzałem w miarę możliwości kontrolować bieżącą pozycję i spisywać pierwsze lampiony, na które we właściwych miejscach natrafiałem, o ile nie budziły dużych wątpliwości. Taktyka ta okazała się jednak nieco mniej skuteczna, niż na to liczyłem...

czwartek, 29 grudnia 2016

Z dala od kaszubskich szlaków: Góry Żytawskie

W założeniu blog miał traktować o moich wędrówkach drogami Kaszub. Głównie leśnymi, ale nie tylko. Co prawda z czasem tematyka trochę się rozszerzyła - przede wszystkim o relacje z imprez na orientację, ale w budowie ciągle jest kilka wpisów poświęconych mapom (od dawno ciągnęło mnie do kartografii). Ciągle jednak było to bardziej lokalne, w granicach Pomorza. Kiedy więc pojawiła się pierwsza od lat okazja wyjazdu w góry, początkowo nie planowałem jej tu opisywać, jednak po pewnym wahaniu (i za namową Darka, który wyjazd zaplanował i zorganizował) stwierdziłem: czemu nie. Oto więc relacja (a może bardziej fotoreportaż) z naszego wypadu w Góry Żytawskie w długi weekend przy Święcie Niepodległości.



wtorek, 27 grudnia 2016

Drogi i bezdroża arturiańskiego Darżluba

Pierwszy weekend grudnia to tradycyjny już termin Darżluba. Tegoroczny był już czterdziestą pierwszą edycją, a trzecią - po Kartuzach i Wejherowie - w mojej dotychczasowej karierze. Tematem przewodnim był król Artur wraz ze swoimi rycerzami, a w Camelot zamieniona została szkoła w Swarożynie koło Starogardu Gdańskiego. Organizacyjnie jak zwykle impreza stała na przyzwoitym poziomie, pogoda - poza nadspodziewanie dużą ilością śniegu - raczej dopisała. A co do reszty... po kolei.

niedziela, 6 listopada 2016

Ścieżki i chaszcze Włóczykija pod Dębogórzem

Dwudziesty drugi dzień października w tym roku wypadał w sobotę. Udało mi się wymigać od a zamiast tego rano i po południu spędziłem trochę czasu z rodziną, a w okolicach południa wysilałem umysł i nogi startując w kolejnej edycji rumskiego InO Włóczykij, tym razem odbywającej się nie w Rumi czy lasach między Szmeltą a Zbychowem, tylko w malowniczym krajobrazie zachodniej krawędzi Kępy Oksywskiej.
Bazą był ośrodek jeździecki Wild West Ranch położony tuż przy granicy lasu, oddzielony od niego właściwie tylko linią kolejową prowadzącą do wojskowej bazy paliwowej koło Kazimierza. Nawet chwilę przed startem przejeżdżał nią pociąg z cysternami i jeden z współuczestników zażartował, że z tego powodu powinno nam się dodać minuty do limitu. Starty interwałowe zaczęły się od godziny jedenastej, a ja wyruszyłem w trasę kilkanaście minut później.