niedziela, 9 października 2016

Drogi i bezdroża Jesiennego Tułacza w Szemudzie

Jesienna, dwudziesta siódma edycja Rajdu na Orientację Tułacz była dla mnie pierwszym InO, w którym wziąłem udział od czasu majowego Kompasu. Od podobnego czasu nie wyprawiałem się też pieszo na takim dystansie. Z kilku powodów byłem jednak przekonany, że wynik nie będzie zły. Jako taką formę przez wakacje utrzymywałem jeżdżąc na rowerze na różnych dystansach i oczywiście do pracy. Nie porywałem się też na żadną z dłuższych i trudniejszych tras - dwudziestka piątka wydawała mi się odpowiednia. No i przede wszystkim startowałem razem z Darkiem - wspominałem go już tutaj przy okazji organizowanego przez niego Marszu na Orientację w Domatówku, a ostatnio na fanpage'u w związku z jego udziałem w budowie tras niedawnego Rajdu z Kompasem w Rumi. Ostatecznie nie poszło tak dobrze, jak byśmy chcieli, a o tym dlaczego więcej piszę poniżej.
Bazą tej edycji był Szemud, a konkretnie Hala Widowisko-Sportowa Gminnego Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji przy tamtejszej Szkole Podstawowej. Odbywała się w nocy z pierwszego na drugiego października. Około dziewiętnastej byliśmy już z Darkiem na miejscu - mieliśmy względnie wczesną, 29. minutę startową. Rozłożyliśmy się na sali, wypełniliśmy formalności, poczęstowaliśmy się drożdżówkami i ciągle siąpiącym deszczu ruszyliśmy w trasę.