poniedziałek, 23 listopada 2015

Las-Kompas na Kalwarii Wejherowskiej

Wczoraj znów miałem okazję wziąć udział w treningu Las-Kompas, tym razem w Wejherowie, na terenie Kalwarii i jej okolic. Trochę padało, ale i tak znalazła niemała grupa chętnych do biegów i spacerów w poszukiwaniu lampionów. Ja oczywiście nie jestem typem biegacza i raczej maszerowałem. Teren był mi znany wcześniej, więc większość punktów znalazłem bez kłopotów, mimo że zapomniałem kompasu. Trochę krążyłem szukając PK5, w miejscu gdzie z drożnią było słabo, a dojście z góry raczej monotonne. Ostatecznie nakierowałem się na niego z wiaty położonej w dolinie. Mając kompas mógłbym się prościej kierować od bajorka na wzniesieniu, ale jak to mówią, kto nie ma w głowie, ten ma w nogach...

Kompas przydałby mi się też przy PK6, ale dla odmiany przy odejściu - po jego potwierdzeniu w jakiś nie do końca jasny dla mnie sposób (zachmurzone niebo pewnie miało w tym swój udział) zamiast iść na północ zboczyłem dobre dwieście metrów na wschód i gdybym nie trafił w znajome miejsce, pewnie doszedłbym do zabudowań Cegielni. Zresztą i tak sporo w tym miejscu nadłożyłem.
Sporo się też naszukałem dołu, w którym schowano PK 10 - ale tu problem był nie z nawigacją, a raczej ze spostrzegawczością. Pozostałe lampiony rozstawiono już w dość charakterystycznych miejscach i znajdowałem je dość szybko. Niektóre stały przy kapliczkach (Brama Jerozolimska i Domek Matki Bożej). Jeden (PK11) umieszczono - podobnie jak na Wanodze - koło zbiornika wody wodociągowej, ale to moim zdaniem zrozumiałe - jest to dość charakterystyczne miejsce, podobne do wielkiego kopca z małym budyneczkiem na szczycie, i nieodmiennie robi na mnie niesamowite wrażenie, zwłaszcza przy zbliżaniu się do niego od południa.


Na zakończenie oczywiście nie potwierdziłem mety, co na zawodach pewnie byłoby problemem, ale na usprawiedliwienie dodam, że z system SI nie mam za często do czynienia. Właściwie to jeśli nie liczyć kilku wiosennych treningów Las-Kompas, to wcale nie mam. Całość zajęła mi trochę ponad półtorej godziny, co przy dystansie zapisanym przez navime uważam za całkiem niezły wynik. Inna sprawa, że dystans ten był prawie dwa razy dłuższy od przewidzianego przez organizatorów, liczonego po liniach prostych.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz