niedziela, 7 grudnia 2014

Pierwsze wrażenia po Darżlubie

Przed godziną wróciłem do domu z XXXIX Nocnych Marszy na Orientację "Darżlub", o udziale w których pisałem w poprzednim poście. Czas więc opisać pierwsze wrażenia. Pełniejsza relacja pojawi się - o ile się wyrobię - w tym tygodniu, a jeśli nie, to w następnym, razem z relacją z Kompasu.
Startując w Darżlubie miałem trzy cele: po pierwsze, znaleźć i oznaczyć w miarę możliwości wszystkie punkty kontrolne; po drugie, zmieścić się w czasie; i po trzecie, nie być ostatnim w klasyfikacji. Ogólnie źle nie poszło - na pięćdziesiąt dwie sklasyfikowane na mojej trasie MT drużyny, zająłem dwunaste miejsce (ex aequo z siedmioma innymi drużynami), w limicie czasu się zmieściłem bez większych problemów, a jeśli chodzi o punkty kontrolne, to na dziesięć znajdujących się na mapie prawidłowo oznaczyłem osiem, a zamiast dwóch pozostałych spisałem tzw. punkty stowarzyszone, otrzymując za każdy po dwadzieścia pięć punktów karnych. Myślę, że jak na pierwszy start w nocnym MnO, jest to całkiem dobry wynik, zwłaszcza że na tej trasie tylko dwie drużyny przeszły bezbłędnie.
Organizacja moim skromnym zdaniem początkującego była całkiem niezła. Baza była w szkole w Kartuzach, a na trasie można było zatrzymać się przy ognisku na kiełbaskę. Warunki pogodowe też generalnie sprzyjały - nie padało, jeśli nie liczyć przelotnej mżawki w pewnym momencie, nawet zalegająca mgła nie przeszkadzała jakoś wybitnie, widoczność cały czas była w granicach kilkudziesięciu metrów.
Ciekawy był przekrój wiekowy uczestników - o ile spodziewałem się z jednej strony weteranów, z drugiej zuchów z opiekunami, to kilkulatkowie byli jednak dla mnie zaskoczeniem, zwłaszcza że przynajmniej niektórych rodzice wyposażyli w sprzęt (zwłaszcza odzież) zdecydowanie bardziej profesjonalny od np. mojego. Nawet nie wiedziałem, że produkują odzież termiczną w takich małych rozmiarach. Co do samej odzieży, to chyba na przyszłość też będę musiał zainwestować, zwłaszcza w skarpety sportowe, bo nabawiłem się odcisków, a moich butów raczej bym o to nie obwiniał.
Oprócz tego mam jeszcze jeden wniosek - chyba lepiej by mi się szło w drużynie, więc jeśli ktoś jest chętny to zapraszam. Na marsz Z kompasem w przyszłą sobotę ciągle jeszcze są miejsca. Startuję pod nazwą drużyny taką jak tytuł bloga, na średnio trudnej trasie zielonej (w teorii 15 km).

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz